Św. O. Pio
Urodził się 25 maja 1887 w Pietrelcinie, wiosce położonej kilka
kilometrów od Benevento w Kampanii. Jego ojciec, Grazio Forgione, znany
powszechnie jako "Razio" lub "Wuj Razio", dzierżawił kawałek ziemi i z tego
utrzymywal rodzinę.
Matka, Giuseppa De Nunzio była kobietą bardzo pobożną. Ojciec Pio został
ochrzczony w kościele Św. Anny, położonym w górnej części Pietrelciny, zwanej
"Zamkiem".
Na chrzcie otrzymał imię Franciszek. Był piątym z ośmiorga dzieci, biorąc pod
uwagę także dwoje zmarłych w wieku niemowlęcym i jedno poronienie. Od wczesnych
lat pomagał rodzinie w ciężkiej pracy na roli, a przede wszystkim przy wypasie
owiec. Kiedy poczuł powołanie do życia zakonnego we wspólnocie ojców kapucynów,
jego ojciec z radością podjął się pokrycia kosztów studiów i wyemigrował w tym
celu do Ameryki.
Po ukończeniu piętnastu lat, Franciszek został przyjęty do nowicjatu w Morcone,
gdzie 22 stycznia 1903 r. przywdział habit świętego Franciszka, przyjmując imię
brat Pio.
22 stycznia 1904 r., ukończywszy rok nowicjatu, złożył śluby proste i rozpoczął
studia przygotowujące do kapłaństwa, które odbywały się w różnych klasztorach
prowincji zakonnej.
27 stycznia 1907 r. złożył śluby wieczyste, wiążąc się w ten sposób silniej z
zakonem.
Słabe zdrowie zmuszało go jednak do przeplatania życia zakonnego okresami
rekonwalescencji, spędzanymi w rodzinnej wiosce. Uważano go powszechnie za
gruźlika do tego stopnia, iż obawiano się, że nie dotrwa do kapłaństwa, a jeśli
nawet, to nie będzie w stanie żyć w surowej regule św. Franciszka. Silną wolą
Ojciec Pio przezwyciężył jednak wszystkie trudności i 10 sierpnia 1910 r.
otrzymał święcenia kapłańskie w katedrze w Benevento.
Jego zdrowie było nadal bardzo słabe, dlatego też - poza krótkimi okresami życia
klasztornego - przebywał z woli przełożonych w swej rodzinnej wiosce.
W miarę swoich sił pomagał w pracy duszpasterskiej tamtejszemu proboszczowi, Don
Salvatore Pannullo. Przełożeni z ojcowską troską obserwowali jego rozwój,
utrzymując z nim częstą korespondencję, która odsłoniła przed nimi silę ducha
tego bardzo młodego brata.
Powołanie do wojska w listopadzie 1915 r. przerwało okres pobytu Ojca Pio w
Pietrelcinie. Po ciągłych urlopach zdrowotnych, krótkich pobytach w rodzinnej
wiosce i dłuższych w rozmaitych klasztorach, między innymi w San Giovanni
Rotondo - w marcu 1918 r. zwolniono go w końcu z wojska z powodu obustronnego
odoskrzelowego zapalenia płuc.
Latem tego samego roku wrócił do San Giovanni Rotondo, by nigdy już stamtąd nie
wyjechać. 20 września 1918 r. obdarzony został zjawiskiem nadzwyczajnym -
stygmatami. Pojawiły się one już wcześniej, w roku 1910, w Piana Romana w
okolicy Pietrelciny,jednak dzięki jego modlitwom pozostały niewidoczne. Teraz
ukazały się znowu, tym razem już na stale, wywołując rozgłos. Wieść o świętości
zakonnika rozeszła się po całym świecie.
Przybywali do niego tłumnie ludzie z wielu krajów, a Kościół i nauka stanęły
wobec trudnego problemu. Pomimo tłumów, które go otaczały, ciekawości, polemik i
sporów, Ojciec Pio z pokorą, wytrwałością i posłuszeństwem spełniał swe
obowiązki duszpasterskie, zwłaszcza sprawowania Mszy św. oraz spowiadania
wiernych. Spowiedzi stały się tak liczne, że zmusiły Ojca Pio do prowadzenia
wyjątkowo męczącego trybu życia.
W ciągu kolejnych pięćdziesięciu lat w życiu Ojca Pio nie nastąpiły właściwie
żadne zmiany: Msza św., spowiedź, spotkania z wiernymi potrzebującymi jego
kierownictwa duchowego. Odwiedzały go w klasztorze znane osobistości: całe
rodziny królewskie, mężowie stanu, wysocy dostojnicy kościelni, ludzie kultury i
sztuki. Przybywały do niego tysiące ludzi wszelkich ras; wszystkim udzielał
zdecydowanych wskazań dotyczących życia duchowego, ucząc napomnieniem i
przykładem, że podstawą życia musi być modlitwa.
9 stycznia 1940 r. oznajmił o swoim wielkim projekcie, którego celem miała być
pomoc cierpiącym. Przy realizacji tego projektu korzystał z pomocy swoich
duchowych synów. Zbudowany ze skromnych, szczerych i spontanicznych darów,
ofiarowanych przez wiernych ze wszystkich kontynentów, Dom Ulgi w Cierpieniu
otworzył swe podwoje dla chorych w dniu 15 maja 1956 r., szybko zyskując
życzliwość ludności, a szczególnie mieszkańców Apulii.
W 1959 r. Ojciec Pio ciężko chorował przez cztery miesiące. Po wyzdrowieniu
rozpoczął na nowo życie modlitwy i kierownictwa duchowego.
Korzyści płynące z jego przykładu - z jego poświęcenia na rzecz dusz ludzkich -
były wprost niezliczone. Imponująca jest liczba osób, które zawdzięczają Ojcu
Pio duchową przemianę. Niezliczone są również korzyści materialne uzyskane
dzięki jego modlitwie.
Zmarł 23 września 1968 r. w wieku 81 lat, podczas wykonywania swoich codziennych
obowiązków. Jego nauka pozostaje jednak żywa.
Jezu, Maryjo i Józefie Święty, Wam oddaję duszę i ciało moje, bądźcie ze mną w
chwili konania!" - ostatnie słowa Ojca.
Stygmaty. W miesiąc po święceniach kapłańskich Ojcu Pio
przydarzyło się coś niezwykłego. Znajdował się w ogrodzie, modlił się i
medytował w cieniu wiązu, kiedy ukazali się mu Jezus i Maryja. Poczuł nagle
silne pieczenie na dłoniach rąk i zobaczył na nich Chrystusowe rany. Pobiegł do
proboszcza Pannullo i powiedział: "Wujku Tore, błagam, prośmy Chrystusa, by
uwolnił mnie od tych znaków. Pragnę cierpieć, umrzeć z cierpienia, ale żeby to
było w ukryciu". Znaki zniknęły.Zjawisko powtórzyło się za rok. Ojciec Pio tak
opisał swoje cierpienia: "W środku obu dłoni pojawiły się czerwone plamy o
wielkości centymetra. Towarzyszył temu silny i przenikliwy ból, dotkliwszy w
lewej ręce. Ból odczuwam także pod stopami". "Od czwartku aż do soboty, a także
we wtorek przeżyłem ogromne boleści. Serce, dłonie, stopy - jakby przeszyte
szpadą - tak straszliwego doznaję bólu". Ojciec Pio prosił Pana Boga w
modlitwie, aby znaki zniknęły. I tak się stało. Pozostały jednak niewidzialne.
20 września 1918 r. Ojciec Pio ponownie po ośmiu latach otrzymuje widzialne
znaki Chrystusowych ran - stygmaty. Tak je sam opisuje: "Siedziałem na chórze po
odprawieniu Mszy św., kiedy owładnęła mną jakaś ociężałość, podobna do snu.
Wszystkie moje wewnętrzne i zewnętrzne zmysły, a także dusza pogrążyły się w
nieopisanym ukojeniu. Kiedy trwałem w takim stanie, zobaczyłem obok tajemniczą
postać, podobną do tej, którą widziałem już 5 sierpnia, z tą różnicą, że ta
miała ręce, nogi i bok ociekające krwią. Widok ten przeraził mnie. Doznałem
uczuć, których nigdy nie zdołam opisać. Poczułem, że umieram i umarłbym, gdyby
Pan nie podtrzymał tłukącego się w piersiach serca. Kiedy tajemnicza postać
znikła, spostrzegłem, że moje dłonie, stopy i bok przebity ociekają krwią.
Proszę sobie wyobrazić mękę, jakiej wówczas doznałem i doznaję nieustannie
każdego dnia. Rana serca krwawi obficie, zwłaszcza od wieczora w piątek do
soboty rano".
Spowiednik-Ojciec Pio poświęcił się bez reszty konfesjonałowi.
Spowiadał przez 52 lata. Nie był ani wybitnym kaznodzieją, ani znanym
wychowawcą, ale mistrzem ludzkich sumień. Wielu mówiło, że każdego "widzi od
środka". By wyspowiadać się, pielgrzymi z najdalszych zakątków świata czekali
nawet dwa tygodnie. Wokół klasztoru rozbijali namioty albo spali pod gołym
niebem. Otrzymywali numerki imienne i czekali na swoją kolej. Porządku pilnowali
dyżurni. Dokładnie nie wiadomo, ilu ludzi wyspowiadał Ojciec Pio. Zanotowano, że
w 1943 roku w ciągu dwóch miesięcy ponad 3000 osób odwiedziło San Giovanni
Rotondo. Chętnych do spowiedzi zgłaszało się tak wielu, że porządkowi odsyłali
ich do innych spowiedników.
Oprócz nadzwyczajnych znaków, które nosił na swoim ciele, Ojciec Pio posiadał
zdolność widzenia wnętrza duszy człowieka dzięki natchnieniom Boga. Ta zdolność
objawiała się zwykle podczas spowiedzi. Często przypominał penitentom grzechy,
których nie wyznali. Jeśli przeoczenie było niezamierzone i chodziło o grzechy
powszednie, wszystko kończyło się dobrze. Jeśli natomiast ktoś celowo próbował
ukryć swoje grzechy i jeśli chodziło o grzechy ciężkie, wówczas upomnienia Ojca
Pio były gwałtowne, czasem przykre i niejednokrotnie zdarzało się, że taką osobę
z hukiem odsyłał od konfesjonału.
Ale również poza spowiedzią Ojciec Pio posiadał zdolność wewnętrznego
rozeznania. Zdarzało się, że upominał na głos człowieka z tłumu albo cofał swoją
rękę od kogoś, kto chciał ją ucałować, albo też pomijał osobę przy udzielaniu
Komunii świętej. Zawsze była tego przyczyna, o czym wiedziała tylko osoba
dotknięta. Relacje ludzi, których wyspowiadał Ojciec Pio są bardzo podobne: był
surowy i wymagający, a jednocześnie kochający jak prawdziwy ojciec. Jego
konfesjonał był "katedrą miłosierdzia".
Prawdziwa ofiara:
"Świat mógłby istnieć bez słońca, lecz nie mógłby istnieć bez Mszy św." -
powiedział kiedyś Ojciec Pio.
"Gdy jestem z Jezusem utajonym w Najświętszym Sakramencie, bardzo mocno bije
moje serce. Czasem wydaje mi się, że moje serce wyskoczy mi z piersi. Będąc przy
ołtarzu, odczuwam niekiedy, że ogarnia mnie ogień i wprost nie potrafię tego
opisać. I wydaje mi się, że z determinacją idę do tego ognia".
Codzienna Eucharystia sprawowana przez 58 lat była sensem jego życia. Wstawał w
środku nocy, aby się do niej przygotować. Po jej zakończeniu długi czas spędzał
na modlitwie dziękczynnej. Nie było w kościele człowieka, który patrzyłby
obojętnie na to, co działo się przy ołtarzu. Wielu kapłanów wyznało, że dopiero
w San Giovanni Rotondo zrozumieli, czym jest Najświętsza Ofiara. Msza święta
sprawowana przez ojca Pio trwała zazwyczaj ponad dwie godziny. Ludzie w napięciu
śledzili każdy gest kapłana nie odczuwając upływającego czasu. Kapłan poruszał
się powoli, jakby przygniatał go niewidzialny ciężar. Widać było, że cierpi. To
nie było zwykłe sprawowanie obrzędu, lecz prawdziwa Ofiara. Wszyscy, którzy w
niej uczestniczyli mieli wrażenie, jakby naprawdę szli na Golgotę i stali u stóp
krzyża. Na czole Ojca Pio pojawiały się kropelki potu, z oczu płynęły łzy.
Najtrudniejszy był moment Przeistoczenia. Zdarzało się, że przejmująca ciszę
przerywał nagły szloch lub głośne wyznanie odzyskanej wiary. Widok przebitych
dłoni unoszących Hostię wzruszał wszystkich. Kto choć raz uczestniczył we Mszy
św. odprawianej przez Ojca Pio, nigdy tego nie zapomni.
Ostatnią Mszę św. Ojciec Pio odprawił w przeddzień śmierci, 22 września 1968
roku.
Zwyczajne cuda Ojca Pio
Zapach kwiatu pomarańczy
Krew pochodząca ze stygmatów Ojca Pio wydzielała nieopisanie przyjemną woń.
Właśnie dlatego pewien lekarz badający stygmaty Ojca Pio lubił trzymać w
szufladzie swojego biurka opatrunek, który pochodził z rany stygmatyka. Nie
byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż lekarz ten od urodzenia
pozbawiony był zmysłu węchu. Nie wszyscy przebywający w jego gabinecie cokolwiek
czuli, wielu jednak pytało: "Skąd pochodzi ten osobliwy zapach".
Również dr Sala, lekarz obecny przy śmierci Ojca Pio, dał świadectwo obecności
tej miłej woni. "Kiedy ubierałem Ojca Pio w habit, który nosił przed śmiercią,
nagle ogarnął mnie ten sam bardzo mocny zapach, jaki czułem tak wiele razy
podczas moich prawie codziennych spotkań z bratem z Pietrelciny ". Przyjemny
zapach świętości nie jest zjawiskiem całkiem nowym i dotyczącym tylko Ojca Pio.
Również inni święci - choćby św. Teresa od Dzieciątka Jezus - posiadali łaskę
roztaczania wokół siebie miłych woni.
Wypadku nie było
Pewna kobieta z San Giovanni Rotondo szła w lesie do tyłu zbierając jadalne
kasztany.
Nagle poczuła niezwykły i bardzo miły zapach. Zatrzymała się i wtedy
spostrzegła, że wystarczyłby jeszcze jeden jej krok do tyłu, a znalazłaby się na
dnie głębokiego urwiska! Kiedy wróciła do miasteczka, spotkała Ojca Pio, który
grzecznie ją napomniał: "Następnym razem patrz, gdzie stawiasz nogi!".
Bez słów
W 1910 roku Ojciec Pio przebywał w swojej rodzinnej Pietrelcinie. Dla proboszcza
don Salvatore wiązał się z tym pewien kłopot. Niektórzy parafianie skarżyli się
mianowicie, że Msze św. odprawiane przez Ojca Pio trwają zbyt długo. Don
Salvatore był zmuszony siadać w głębi kościoła i czuwać. Kiedy Ojciec Pio wpadał
w uniesienie i przeciągał którąś z modlitw, proboszcz przekazywał mu w myślach
nakaz, aby kontynuował Mszę... i Ojciec Pio okazywał posłuszeństwo.
Niewidoma dziewczynka odzyskuje wzrok!
Gemma Di Giorgi urodziła się niewidoma. Nie posiadała źrenic. Lekarze nie dawali
żadnej nadziei, by kiedykolwiek mogła odzyskać wzrok. A jednak.18 czerwca 1947
roku, w dniu swojej Pierwszej Komunii, którą przyjmowała z rąk o. Pio... zaczęła
widzieć!
Dziewczynkę zaprowadzono do słynnego okulisty, który musiał przyznać - choć z
medycznego punktu widzenia było to nieprawdopodobne, bo oczom dziewczynki nadal
brakowało źrenic - że dziecko rzeczywiście widzi!
Cudowny powrót do zdrowia
Pewna 24 letnia kobieta, Józefina M., w następstwie wypadku utraciła władzę w
prawej ręce. Pomimo wysiłków i wielu' operacji lekarze musieli skapitulować. Nie
zrobił tego jednak ojciec młodej kobiety, który postanowił zabrać córkę do San
Giovanni Rotondo. Ojciec Pio przyjął ich i obiecał uzdrowienie. Trzy miesiące
później, w rocznicę otrzymania stygmatów przez św. Franciszka - w mieszkaniu
rodziców Józefiny rozszedł się miły zapach. Ku zdziwieniu wszystkich utrzymywał
się przez kwadrans. Przyczyna tego niezwykłego zjawiska stała się jasna dopiero,
gdy okazało się, że ręka córki jest zdrowa. Ojciec Pio dotrzymał obietnicy!
Nie, generale! Czasem Ojciec Pio stawał się dziwnie "nieobecny". Kto go dobrze
znał, nie niepokoił, się tym faktem. Wiedziano, że zakonnik obok innych
zdumiewających darów posiadał i ten - bilokacji - mógł mianowicie przemieszczać
się na odległość i przebywać w dwóch miejscach jednocześnie.
Tę zdolność wykorzystał, by uratować od grzechu i śmierci włoskiego generała
Cardone. Po przegranej bitwie ten nieszczęśliwy człowiek postanowił popełnić
samobójstwo. Wszedł do namiotu i zabronił komukolwiek tam wchodzić. Zdumiał się
bardzo, gdy nagle ujrzał przed sobą kapucyna, który zwrócii się do niego
słowami: "Nie zrobi pan tego, generale!". Oszołomiony wyskoczył z namiotu i
wezwał wartownika: "Dlaczego pozwoliłeś wejść temu kapucynowi" Żołnierz
zdecydowanie stwierdził, że nikt do namiotu nie wchodził.
Po wojnie, kiedy Ojciec Pio stał się sławny, generał dowiedział się, kto go
uratował. Postanowił udać się po cywilnemu do San Giovanni Rotondo. Kiedy
znalazł się w pobliżu o. Pio, ten rozpoznał go odrazu i przesłał mu
porozumiewawczy uśmiech!
Modlitwa o łaski za przyczyną Św. O.
Pio
O Jezu, pełen łaski i miłosierdzia, Ty dla zbawienia dusz ludzkich
podjąłeś mękę i umarłeś na krzyżu, aby wyjednać przebaczenie grzechów; pokornie
błagam Cię: za przyczyną św. Ojca Pio, kapłana i stygmatyka, który wielkodusznie
Ci służył, poświęcał swe życie i cierpiał dla ratowania grzeszników, udziel mi
przebaczenia moich win i łaski...
Dla większej chwały Twojej racz go wsławić chwałą świętości i przyciągnij
wszystkich ludzi do swego miłującego Serca. Który żyjesz i królujesz na wieki
wieków. Amen.
|
Bilokacja
lub
Dwulokacja
Ojca Pio |
Dwulokacja lub bilokacja może być zdefiniowana jednoczesnym pobytem osoby
w dwóch miejscach. Wielu świadków połączonych z Chrześcijańskimi
tradycjami, zanotowało okoliczności dwulokacji, które były zauważone u
wielu świętych. Ojciec Pio miał charyzma wielu naocznych świadków którzy
widzieli go w różnych miejscach w tym samym czasie. Oto kilka świadectw.
|
Pani
Maria, jedna ze spirytualnych córek Ojca Pio, stwierdziła że pewnego
wieczoru, podczas modlitwy jej brat nagle zasnął. Natychmiast został on
obudzony uderzeniem w prawy policzek. Zorientował się że ręka która go
uderzyła odziana była w pół-rękawiczkę. Od razu pomyślał o Ojcu Pio.
Następnego dnia zapytał się on Ojca Pio czy on go uderzył w policzek. „To
jest sposób na odrzucenie śpiączki podczas modlitwy” – odpowiedział Ojciec
Pio. W ten sposób, Ojciec Pio „obudził” uwagę modlącego się męszczyzny.
|
|
Pewnego dnia, były oficer Armii Włoskiej wszedł do zakrystii i zauważając
Ojca Pio
|
|
Ojciec
Alberto, który spotkał się z Ojcem Pio w 1917 roku stwierdził: „Ojciec Pio
stał przy oknie i patrzał na góry. Mówił coś do siebie. Podszedłem do niego
aby ucałować jego rękę lecz on mnie nie dostrzegł – jego ręka była sztywna.
W tym momencie usłyszałem jak Ojciec Pio udzielał komuś przedśmiertne
rozgrzeszenie. Po chwili, Ojciec Pio zatrząsł się jakby się budził ze snu.
‘Ty tu jesteś Nie zauważyłem Ciebie’ – powiedział gdy mnie zobaczył. Po
kilku dniach przyszedł telegram z Turynu. Ktoś dziękował przełożonemu za
wysłanie Ojca Pio to Turynu do umierającego. Domniemałem że ta osoba
umierała w tym samym czasie gdy Ojciec Pio udzielał mu rozgrzeszenia w
Rotundzie San Giovanni. Najwyraźniej, przełożony zakonu wysłał Ojca Pio do
Turynu, który to przeniósł się tam przez dwulokację. |
|
W 1946
roku, amerykańska rodzina z Philadelfii wybrała się to Rotundy San Giovanni
aby podziękować Ojcu Pio. Ich syn, który w drugiej wojnie światowej był
pilotem bombowca, został ocalony przez Ojca Pio nad Pacyfikiem. Oto
wyjaśnienie syna: „byliśmy tuż przy docelowym lotnisku na wyspie gdzie
mieliśmy wylądować z pełnym ładunkiem bomb. Zostaliśmy trafieni przez
japoński myśliwiec. Samolot wybuchł zanim reszta załogi zdążyła wyskoczyć.
Tylko mi udało się wyskoczyć. Nawet nie wiem w jaki sposób. Próbowałem
otworzyć spadochron, ale bezskutecznie. Niechybnie rozbił bym się o ziemię
gdyby nie pomoc mnicha który zjawił się w locie. Miał on białą brodę. Wziął
mnie w swe ramiona i delikatnie złożył u bramy bazy. Możecie sobie wyobrazić
zadziwienie wzbudzone moją przygodą. Nikt nie chciał wierzyć, ale moja
obecność tam była niezbitym dowodem. Podczas wyjazdu do domu na przepustce,
wśród zdjęć mojej matki, rozpoznałem mnicha który mnie ocalił. Matka mi
powiedziała że prosiła Ojca Pio o opiekę nade mną.” |
|
Pewna
kobieta mieszkała ze swoją córką w Bolonii. Miała ona guz nowotworowy na
ramieniu. Córka przekonała ją na operację. Chirurg chciał jeszcze trochę
poczekać przed ustaleniem daty operacji. Tymczasem, zięć wysłał telegram do
Ojca Pio, prosząc o modlitwę za swoją teściową. W tym samym czasie gdy
Ojciec Pio otrzymał telegram, kobieta ta, siedząc sama w jadalni zobaczyła
Kapucyna wchodzącego do pokoju przez drzwi. „Jestem Ojciec Pio z
Pietrelcyny” – przedstawił się. Po krótkiej rozmowie o diagnozie lekarskiej
i po namowie do modlitwy to Błogosławionej Matki, Ojciec Pio zrobił znak
krzyża na jej ramieniu i wyszedł. W tym momencie kobieta zawołała służącą,
córkę, zięcia i pytała się ich dlaczego wpuścili do niej Ojca Pio bez
zapowiedzi. Oni zaś zgodnie odpowiedzieli że Ojca Pio nie widzieli i do domu
nikogo nie wpuszczali. Następnego dnia, w przygotowaniu do operacji, chirurg
zbadał kobietę lecz guza już nie było. |
|
Ojciec
Pio odwiedził biskupa, który udzielił mu święceń kapłańskich 10 sierpnia
1910 roku w katedrze Benevento. Wydarzyło się to przed śmiercią biskupa.
Ojciec Pio bilokował aby duchowo wesprzeć biskupa. |
|
Nawet
błogosławiony Don Orione mówił o darze bilokacji Ojca Pio. Powiedział on:
„Byłem w kościele św. Piotra w Rzymie, aby wziąć udział w uroczystościach
beatyfikacyjnych św. Teresy. Był tam również Ojciec Pio pomimo faktu, iż w
tym samym czasie był on również w swoim klasztorze. Widziałem go. Uśmiechał
się i poprzez tłum ludzi zbliżał się w moim kierunku. Jednak, kiedy był już
całkiem blisko mnie, zniknął. |
|
W
1951r. Ojciec Pio odprawiał Mszę świętą w pewnym klasztorze w
Czechosłowacji. Po Mszy siostry zakonne poszły do zachrystii aby
zaproponować Ojcu Pio kawę jako podziękowanie za jego niespodziewaną wizytę.
Niestety nie znalazły go tam i na tej podstawie wywnioskowały, że miały do
czynienia ze zjawiskiem bilokacji. |
|
W
1956r. Ojciec Pio odprawił Mszę świętą dla Prymasa Węgier Jozefa
Mindszentego w więzieniu w Budapeszcie. Ktoś, kto miał informacje na temat
uwięzienia Prymasa zapytał Ojca Pio wprost: „Ojcze Pio! Odprawiałeś Mszę dla
Prymasa Węgier więc musiałeś też z nim rozmawiać! Byłeś z nim w więzieniu i
widziałeś go.” Ojciec Pio odpowiedział: „Oczywiście, jeżeli z nim
rozmawiałem, to także go widziałem”. Był to przypadek bilokacji. |
|
Matka
Speranza, założycielka zakonu Sióstr Służebniczek Miłości Miłosiernej
powiedziała, że widywała Ojca Pio w Rzymie codziennie przez cały rok. Jest
to również przypadek przebywania Ojca Pio w dwu miejscach jednocześnie.
Wiemy, że Ojciec Pio był w Rzymie tylko raz, w roku 1917, kiedy to
towarzyszył swojej siostrze, która wstępowała do klasztoru. |
|
Pewien
generał włoskiej armii o nazwisku Cadorna wpadł w taką depresję po
przegranej walce w Caporetto, że zaczął myśleć o popełnieniu samobójstwa.
Pewnego wieczoru wszedł do swojego pokoju i rozkazał swojemu ordynariuszowi,
aby nikt do niego nie wchodził. Wyciągnął broń z szuflady i skierował ją w
stronę głowy. Nagle usłyszał głos: „Generale, dlaczego chcesz popełnić takie
głupstwo” Głos i obecność zakonnika pomogła generałowi w zmianie decyzji.
Zastanawiał się jednak jak to było możliwe, że dostał się on do jego pokoju.
Poprosił ordynariusza o wyjaśnienia ale ten odpowiedział, że nikogo nie
widział. Parę lat później generał przeczytał w gazecie o zakonniku, który
czynił cuda w okolicy Gargano. Potajemnie tam pojechał i był zaskoczony,
kiedy Ojciec Pio powiedział do niego: „Witam, Generale! Bardzo pan ryzykował
tamtego wieczoru, nieprawdaż” |
|