Św. O. Pio
Urodził się 25 maja 1887 w Pietrelcinie, wiosce położonej kilka
kilometrów od Benevento w Kampanii. Jego ojciec, Grazio Forgione, znany
powszechnie jako "Razio" lub "Wuj Razio", dzierżawił kawałek ziemi i z tego
utrzymywal rodzinę.
Matka, Giuseppa De Nunzio była kobietą bardzo pobożną. Ojciec Pio został
ochrzczony w kościele Świętej Anny, położonym w górnej części Pietrelciny, zwanej "Zamkiem".
Na chrzcie otrzymał imię Franciszek. Był piątym z ośmiorga dzieci, biorąc pod
uwagę także dwoje zmarłych w wieku niemowlęcym i jedno poronienie. Od wczesnych
lat pomagał rodzinie w ciężkiej pracy na roli, a przede wszystkim przy wypasie
owiec. Kiedy poczuł powołanie do życia zakonnego we wspólnocie ojców kapucynów,
jego ojciec z radością podjął się pokrycia kosztów studiów i wyemigrował w tym
celu do Ameryki.
Po ukończeniu piętnastu lat, Franciszek został przyjęty do nowicjatu w Morcone,
gdzie 22 stycznia 1903 r. przywdział habit świętego Franciszka, przyjmując imię
brat Pio.
22 stycznia 1904 r., ukończywszy rok nowicjatu, złożył śluby proste i rozpoczął
studia przygotowujące do kapłaństwa, które odbywały się w różnych klasztorach
prowincji zakonnej.
27 stycznia 1907 r. złożył śluby wieczyste, wiążąc się w ten sposób silniej z
zakonem.
Słabe zdrowie zmuszało go jednak do przeplatania życia zakonnego okresami
rekonwalescencji, spędzanymi w rodzinnej wiosce. Uważano go powszechnie za
gruźlika do tego stopnia, iż obawiano się, że nie dotrwa do kapłaństwa, a jeśli
nawet, to nie będzie w stanie żyć w surowej regule św. Franciszka. Silną wolą
Ojciec Pio przezwyciężył jednak wszystkie trudności i 10 sierpnia 1910 r.
otrzymał święcenia kapłańskie w katedrze w Benevento.
Jego zdrowie było nadal bardzo słabe, dlatego też - poza krótkimi okresami życia
klasztornego - przebywał z woli przełożonych w swej rodzinnej wiosce.
W miarę swoich sił pomagał w pracy duszpasterskiej tamtejszemu proboszczowi, Don
Salvatore Pannullo. Przełożeni z ojcowską troską obserwowali jego rozwój,
utrzymując z nim częstą korespondencję, która odsłoniła przed nimi silę ducha
tego bardzo młodego brata.
Powołanie do wojska w listopadzie 1915 r. przerwało okres pobytu Ojca Pio w
Pietrelcinie. Po ciągłych urlopach zdrowotnych, krótkich pobytach w rodzinnej
wiosce i dłuższych w rozmaitych klasztorach, między innymi w San Giovanni
Rotondo - w marcu 1918 r. zwolniono go w końcu z wojska z powodu obustronnego
odoskrzelowego zapalenia płuc.
Latem tego samego roku wrócił do San Giovanni Rotondo, by nigdy już stamtąd nie
wyjechać. 20 września 1918 r. obdarzony został zjawiskiem nadzwyczajnym -
stygmatami. Pojawiły się one już wcześniej, w roku 1910, w Piana Romana w
okolicy Pietrelciny,jednak dzięki jego modlitwom pozostały niewidoczne. Teraz
ukazały się znowu, tym razem już na stale, wywołując rozgłos. Wieść o świętości
zakonnika rozeszła się po całym świecie.
Przybywali do niego tłumnie ludzie z wielu krajów, a Kościół i nauka stanęły
wobec trudnego problemu. Pomimo tłumów, które go otaczały, ciekawości, polemik i
sporów, Ojciec Pio z pokorą, wytrwałością i posłuszeństwem spełniał swe
obowiązki duszpasterskie, zwłaszcza sprawowania Mszy św. oraz spowiadania
wiernych. Spowiedzi stały się tak liczne, że zmusiły Ojca Pio do prowadzenia
wyjątkowo męczącego trybu życia.
W ciągu kolejnych pięćdziesięciu lat w życiu Ojca Pio nie nastąpiły właściwie
żadne zmiany: Msza św., spowiedź, spotkania z wiernymi potrzebującymi jego
kierownictwa duchowego. Odwiedzały go w klasztorze znane osobistości: całe
rodziny królewskie, mężowie stanu, wysocy dostojnicy kościelni, ludzie kultury i
sztuki. Przybywały do niego tysiące ludzi wszelkich ras; wszystkim udzielał
zdecydowanych wskazań dotyczących życia duchowego, ucząc napomnieniem i
przykładem, że podstawą życia musi być modlitwa.
9 stycznia 1940 r. oznajmił o swoim wielkim projekcie, którego celem miała być
pomoc cierpiącym. Przy realizacji tego projektu korzystał z pomocy swoich
duchowych synów. Zbudowany ze skromnych, szczerych i spontanicznych darów,
ofiarowanych przez wiernych ze wszystkich kontynentów, Dom Ulgi w Cierpieniu
otworzył swe podwoje dla chorych w dniu 15 maja 1956 r., szybko zyskując
życzliwość ludności, a szczególnie mieszkańców Apulii.
W 1959 r. Ojciec Pio ciężko chorował przez cztery miesiące. Po wyzdrowieniu
rozpoczął na nowo życie modlitwy i kierownictwa duchowego.
Korzyści płynące z jego przykładu - z jego poświęcenia na rzecz dusz ludzkich -
były wprost niezliczone. Imponująca jest liczba osób, które zawdzięczają Ojcu
Pio duchową przemianę. Niezliczone są również korzyści materialne uzyskane
dzięki jego modlitwie.
Zmarł 23 września 1968 r. w wieku 81 lat, podczas wykonywania swoich codziennych
obowiązków. Jego nauka pozostaje jednak żywa.
Jezu, Maryjo i Józefie Święty, Wam oddaję duszę i ciało moje, bądźcie ze mną w
chwili konania!" - ostatnie słowa Ojca.
Stygmaty. W miesiąc po święceniach kapłańskich Ojcu Pio
przydarzyło się coś niezwykłego. Znajdował się w ogrodzie, modlił się i
medytował w cieniu wiązu, kiedy ukazali się mu Jezus i Maryja. Poczuł nagle
silne pieczenie na dłoniach rąk i zobaczył na nich Chrystusowe rany. Pobiegł do
proboszcza Pannullo i powiedział: "Wujku Tore, błagam, prośmy Chrystusa, by
uwolnił mnie od tych znaków. Pragnę cierpieć, umrzeć z cierpienia, ale żeby to
było w ukryciu". Znaki zniknęły.Zjawisko powtórzyło się za rok. Ojciec Pio tak
opisał swoje cierpienia: "W środku obu dłoni pojawiły się czerwone plamy o
wielkości centymetra. Towarzyszył temu silny i przenikliwy ból, dotkliwszy w
lewej ręce. Ból odczuwam także pod stopami". "Od czwartku aż do soboty, a także
we wtorek przeżyłem ogromne boleści. Serce, dłonie, stopy - jakby przeszyte
szpadą - tak straszliwego doznaję bólu". Ojciec Pio prosił Pana Boga w
modlitwie, aby znaki zniknęły. I tak się stało. Pozostały jednak niewidzialne.
20 września 1918 r. Ojciec Pio ponownie po ośmiu latach otrzymuje widzialne
znaki Chrystusowych ran - stygmaty. Tak je sam opisuje: "Siedziałem na chórze po
odprawieniu Mszy św., kiedy owładnęła mną jakaś ociężałość, podobna do snu.
Wszystkie moje wewnętrzne i zewnętrzne zmysły, a także dusza pogrążyły się w
nieopisanym ukojeniu. Kiedy trwałem w takim stanie, zobaczyłem obok tajemniczą
postać, podobną do tej, którą widziałem już 5 sierpnia, z tą różnicą, że ta
miała ręce, nogi i bok ociekające krwią. Widok ten przeraził mnie. Doznałem
uczuć, których nigdy nie zdołam opisać. Poczułem, że umieram i umarłbym, gdyby
Pan nie podtrzymał tłukącego się w piersiach serca. Kiedy tajemnicza postać
znikła, spostrzegłem, że moje dłonie, stopy i bok przebity ociekają krwią.
Proszę sobie wyobrazić mękę, jakiej wówczas doznałem i doznaję nieustannie
każdego dnia. Rana serca krwawi obficie, zwłaszcza od wieczora w piątek do
soboty rano".
Spowiednik-Ojciec Pio poświęcił się bez reszty konfesjonałowi.
Spowiadał przez 52 lata. Nie był ani wybitnym kaznodzieją, ani znanym
wychowawcą, ale mistrzem ludzkich sumień. Wielu mówiło, że każdego "widzi od
środka". By wyspowiadać się, pielgrzymi z najdalszych zakątków świata czekali
nawet dwa tygodnie. Wokół klasztoru rozbijali namioty albo spali pod gołym
niebem. Otrzymywali numerki imienne i czekali na swoją kolej. Porządku pilnowali
dyżurni. Dokładnie nie wiadomo, ilu ludzi wyspowiadał Ojciec Pio. Zanotowano, że
w 1943 roku w ciągu dwóch miesięcy ponad 3000 osób odwiedziło San Giovanni
Rotondo. Chętnych do spowiedzi zgłaszało się tak wielu, że porządkowi odsyłali
ich do innych spowiedników.
Oprócz nadzwyczajnych znaków, które nosił na swoim ciele, Ojciec Pio posiadał
zdolność widzenia wnętrza duszy człowieka dzięki natchnieniom Boga. Ta zdolność
objawiała się zwykle podczas spowiedzi. Często przypominał penitentom grzechy,
których nie wyznali. Jeśli przeoczenie było niezamierzone i chodziło o grzechy
powszednie, wszystko kończyło się dobrze. Jeśli natomiast ktoś celowo próbował
ukryć swoje grzechy i jeśli chodziło o grzechy ciężkie, wówczas upomnienia Ojca
Pio były gwałtowne, czasem przykre i niejednokrotnie zdarzało się, że taką osobę
z hukiem odsyłał od konfesjonału.
Ale również poza spowiedzią Ojciec Pio posiadał zdolność wewnętrznego
rozeznania. Zdarzało się, że upominał na głos człowieka z tłumu albo cofał swoją
rękę od kogoś, kto chciał ją ucałować, albo też pomijał osobę przy udzielaniu
Komunii świętej. Zawsze była tego przyczyna, o czym wiedziała tylko osoba
dotknięta. Relacje ludzi, których wyspowiadał Ojciec Pio są bardzo podobne: był
surowy i wymagający, a jednocześnie kochający jak prawdziwy ojciec. Jego
konfesjonał był "katedrą miłosierdzia".
Prawdziwa ofiara:
"Świat mógłby istnieć bez słońca, lecz nie mógłby istnieć bez Mszy św." -
powiedział kiedyś Ojciec Pio.
"Gdy jestem z Jezusem utajonym w Najświętszym Sakramencie, bardzo mocno bije
moje serce. Czasem wydaje mi się, że moje serce wyskoczy mi z piersi. Będąc przy
ołtarzu, odczuwam niekiedy, że ogarnia mnie ogień i wprost nie potrafię tego
opisać. I wydaje mi się, że z determinacją idę do tego ognia".
Codzienna Eucharystia sprawowana przez 58 lat była sensem jego życia. Wstawał w
środku nocy, aby się do niej przygotować. Po jej zakończeniu długi czas spędzał
na modlitwie dziękczynnej. Nie było w kościele człowieka, który patrzyłby
obojętnie na to, co działo się przy ołtarzu. Wielu kapłanów wyznało, że dopiero
w San Giovanni Rotondo zrozumieli, czym jest Najświętsza Ofiara. Msza święta
sprawowana przez ojca Pio trwała zazwyczaj ponad dwie godziny. Ludzie w napięciu
śledzili każdy gest kapłana nie odczuwając upływającego czasu. Kapłan poruszał
się powoli, jakby przygniatał go niewidzialny ciężar. Widać było, że cierpi. To
nie było zwykłe sprawowanie obrzędu, lecz prawdziwa Ofiara. Wszyscy, którzy w
niej uczestniczyli mieli wrażenie, jakby naprawdę szli na Golgotę i stali u stóp
krzyża. Na czole Ojca Pio pojawiały się kropelki potu, z oczu płynęły łzy.
Najtrudniejszy był moment Przeistoczenia. Zdarzało się, że przejmująca ciszę
przerywał nagły szloch lub głośne wyznanie odzyskanej wiary. Widok przebitych
dłoni unoszących Hostię wzruszał wszystkich. Kto choć raz uczestniczył we Mszy
św. odprawianej przez Ojca Pio, nigdy tego nie zapomni.
Ostatnią Mszę św. Ojciec Pio odprawił w przeddzień śmierci, 22 września 1968
roku.
Zwyczajne cuda Ojca Pio
Zapach kwiatu pomarańczy
Krew pochodząca ze stygmatów Ojca Pio wydzielała nieopisanie przyjemną woń.
Właśnie dlatego pewien lekarz badający stygmaty Ojca Pio lubił trzymać w
szufladzie swojego biurka opatrunek, który pochodził z rany stygmatyka. Nie
byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż lekarz ten od urodzenia
pozbawiony był zmysłu węchu. Nie wszyscy przebywający w jego gabinecie cokolwiek
czuli, wielu jednak pytało: "Skąd pochodzi ten osobliwy zapach".
Również dr Sala, lekarz obecny przy śmierci Ojca Pio, dał świadectwo obecności
tej miłej woni. "Kiedy ubierałem Ojca Pio w habit, który nosił przed śmiercią,
nagle ogarnął mnie ten sam bardzo mocny zapach, jaki czułem tak wiele razy
podczas moich prawie codziennych spotkań z bratem z Pietrelciny ". Przyjemny
zapach świętości nie jest zjawiskiem całkiem nowym i dotyczącym tylko Ojca Pio.
Również inni święci - choćby św. Teresa od Dzieciątka Jezus - posiadali łaskę
roztaczania wokół siebie miłych woni.
Wypadku nie było
Pewna kobieta z San Giovanni Rotondo szła w lesie do tyłu zbierając jadalne
kasztany.
Nagle poczuła niezwykły i bardzo miły zapach. Zatrzymała się i wtedy
spostrzegła, że wystarczyłby jeszcze jeden jej krok do tyłu, a znalazłaby się na
dnie głębokiego urwiska! Kiedy wróciła do miasteczka, spotkała Ojca Pio, który
grzecznie ją napomniał: "Następnym razem patrz, gdzie stawiasz nogi!".
Bez słów
W 1910 roku Ojciec Pio przebywał w swojej rodzinnej Pietrelcinie. Dla proboszcza
don Salvatore wiązał się z tym pewien kłopot. Niektórzy parafianie skarżyli się
mianowicie, że Msze św. odprawiane przez Ojca Pio trwają zbyt długo. Don
Salvatore był zmuszony siadać w głębi kościoła i czuwać. Kiedy Ojciec Pio wpadał
w uniesienie i przeciągał którąś z modlitw, proboszcz przekazywał mu w myślach
nakaz, aby kontynuował Mszę... i Ojciec Pio okazywał posłuszeństwo.
Niewidoma dziewczynka odzyskuje wzrok!
Gemma Di Giorgi urodziła się niewidoma. Nie posiadała źrenic. Lekarze nie dawali
żadnej nadziei, by kiedykolwiek mogła odzyskać wzrok. A jednak.18 czerwca 1947
roku, w dniu swojej Pierwszej Komunii, którą przyjmowała z rąk o. Pio... zaczęła
widzieć!
Dziewczynkę zaprowadzono do słynnego okulisty, który musiał przyznać - choć z
medycznego punktu widzenia było to nieprawdopodobne, bo oczom dziewczynki nadal
brakowało źrenic - że dziecko rzeczywiście widzi!
Cudowny powrót do zdrowia
Pewna 24 letnia kobieta, Józefina M., w następstwie wypadku utraciła władzę w
prawej ręce. Pomimo wysiłków i wielu' operacji lekarze musieli skapitulować. Nie
zrobił tego jednak ojciec młodej kobiety, który postanowił zabrać córkę do San
Giovanni Rotondo. Ojciec Pio przyjął ich i obiecał uzdrowienie. Trzy miesiące
później, w rocznicę otrzymania stygmatów przez św. Franciszka - w mieszkaniu
rodziców Józefiny rozszedł się miły zapach. Ku zdziwieniu wszystkich utrzymywał
się przez kwadrans. Przyczyna tego niezwykłego zjawiska stała się jasna dopiero,
gdy okazało się, że ręka córki jest zdrowa. Ojciec Pio dotrzymał obietnicy!
Nie, generale! Czasem Ojciec Pio stawał się dziwnie "nieobecny". Kto go dobrze
znał, nie niepokoił, się tym faktem. Wiedziano, że zakonnik obok innych
zdumiewających darów posiadał i ten - bilokacji - mógł mianowicie przemieszczać
się na odległość i przebywać w dwóch miejscach jednocześnie.
Tę zdolność wykorzystał, by uratować od grzechu i śmierci włoskiego generała
Cardone. Po przegranej bitwie ten nieszczęśliwy człowiek postanowił popełnić
samobójstwo. Wszedł do namiotu i zabronił komukolwiek tam wchodzić. Zdumiał się
bardzo, gdy nagle ujrzał przed sobą kapucyna, który zwrócii się do niego
słowami: "Nie zrobi pan tego, generale!". Oszołomiony wyskoczył z namiotu i
wezwał wartownika: "Dlaczego pozwoliłeś wejść temu kapucynowi" Żołnierz
zdecydowanie stwierdził, że nikt do namiotu nie wchodził.
Po wojnie, kiedy Ojciec Pio stał się sławny, generał dowiedział się, kto go
uratował. Postanowił udać się po cywilnemu do San Giovanni Rotondo. Kiedy
znalazł się w pobliżu o. Pio, ten rozpoznał go odrazu i przesłał mu
porozumiewawczy uśmiech!
Modlitwa o łaski za przyczyną Św. O.
Pio
O Jezu, pełen łaski i miłosierdzia, Ty dla zbawienia dusz ludzkich
podjąłeś mękę i umarłeś na krzyżu, aby wyjednać przebaczenie grzechów; pokornie
błagam Cię: za przyczyną św. Ojca Pio, kapłana i stygmatyka, który wielkodusznie
Ci służył, poświęcał swe życie i cierpiał dla ratowania grzeszników, udziel mi
przebaczenia moich win i łaski...
Dla większej chwały Twojej racz go wsławić chwałą świętości i przyciągnij
wszystkich ludzi do swego miłującego Serca. Który żyjesz i królujesz na wieki
wieków. Amen.
|
Zapach Świętości Ojca Pio |
Zapach
świętości ojca Pio – niektórzy święci posiedli dar, który jest znany jako
“zapach świętości”. Fenomen ten nazywany jest osmogenezą. Pozwala on na
odczuwanie obecności świętego poprzez charakterystyczny dla niego aromat. Ów
zapach świętości ojca Pio był wyraźnie wyczuwalny przez ludzi, którzy znajdowali
się w pobliżu. Wydobywał się z jego ciała, ubrań lub przedmiotów które dotknął.
Czasem był wyczuwalny w miejscach przez które jedynie przeszedł.
|
Pewnego dnia, znany lekarz usunął bandaż z rany na piersi ojca Pio. Gaza
była przesączona krwią, doktor zamknął ją w pojemniku aby później zbadać ją
w swoim laboratorium w Rzymie. W drodze do domu, ludzie podróżujący wraz z
lekarzem stwierdzili że „czują zapach, który kojarzy im się z ojcem Pio”.
Nikt z nich nie wiedział opatrunku znajdującym się w bagażu. Po przebadaniu
lekarz zachował gazę w swoim laboratorium, a dziwny zapach utrzymywał się w
nim przez długi czas, wzbudzając zainteresowanie pacjentów. |
|
Brat
zakonny Modestino opowiadał: “ Kiedyś byłem na wakacjach w St. Giovanni
Rotondo. Poszedłem do zakrystii aby pomóc ojcu Pio w mszy św., ale byli tam
już inni mnisi kłócąc się o to kto powinien to zrobić. Ojciec Pio przerwał
te kłótnie mówiąc: ‘tylko on będzie służył do mszy’ i wskazał na mnie.
Towarzyszyłem mu do ołtarza św. Franciszka i z nabożną czcią służyłem. Kiedy
doszliśmy do Podniesienia, poczułem nieodpartą chęć ponownego poczucia
zapachu, który owładnął mnie kiedy całowałem dziś rękę ojca Pio. Pragnienie
to w tym samym momencie zostało spełnione, zapach pojawił się i robił się z
każdą chwilą intensywniejszy tak że w końcu poczułem się słabo. Musiałem
oprzeć się o klęcznik, żeby nie upaść! Kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że
za chwilę zemdleję, w myślach poprosiłem ojca Pio aby uchronił mnie od
upadku na oczach ludzi. W tym samym momencie zapach zniknął. Wieczorem,
kiedy towarzyszyłem ojcu Pio w drodze do domu, zapytałem go o wyjaśnienie
tego zjawiska. Odpowiedział: ‘Moje dziecko, nie jestem w stanie tego
wyjaśnić. Bóg pozwala poczuć ten zapach wtedy kiedy chce’”. |
|
Czekając na spowiedź u ojca Pio, widziałem go słuchającego spowiedzi jakiejś
kobiety. Kiedy pomyślałem, że za chwilę będę rozmawiał ze świętym otoczył
mnie |
|
Pewna
24 letnia kobieta z Bolonii miała poważne powikłania funkcji prawego
ramienia w wyniku wypadku, który zdarzył się trzy lata wcześniej. Po
operacji i długim okresie rehabilitacji chirurg powiedział ojcu dziewczyny,
że już nigdy nie będzie mogła ruszać prawą ręką. Ręka była sztywna w wyniku
usunięcia fragmentu kości i nie przyjęcia przeszczepu. Ojciec wraz z córką
udali się do St. Giovanni Rotondo. Spotkali ojca Pio, który im pobłogosławił
i powiedział: „Ponad wszystko nie rozpaczajcie! Zaufajcie Bogu! Ramię
wyzdrowieje.” Był koniec lipca 1930 roku, kobieta wróciła do Bolonii bez
żadnej poprawy zdrowia. Czy to możliwe, że ojciec Pio się pomylił Wkrótce o
sprawie zapomniano. 17 września (dzień celebracji stygmatów św. Franciszka),
w pewnym momencie mieszkanie w którym mieszkała rodzina, wypełnił piękny
zapach żonkili i róż. Zjawisko trwało około kwadransa, podczas którego
wszyscy zachodzili w głowę, skąd bierze się ów zapach. Tego dnia ramię
dziewczyny wróciło do pełnej sprawności. Zdjęcie rentgenowskie wykazało
całkowite wyleczenie kości. |
|
Pewien człowiek powiedział:
„Nadszedł dzień kiedy zdecydowałem się pójść za sugestią mojej żony i
odwiedzić Ojca Pio. Było to dokładnie w 25 rocznicę naszego ślubu, i przez
te wszystkie lata nigdy nie byłem w kościele. Czułem przygniatający ciężar
win nagromadzonych przez te lata, a także wielką potrzebę ich wyspowiadania,
lecz gdy tylko zbliżyłem się do Ojca Pio, ten rzekł ostro (nie patrząc na
mnie): „Odejdź ode mnie!”. Powiedziałem: „Przyszedłem aby się wyspowiadać,
abyś mi mógł udzielić wybaczenia Jezusowego.” Wyrzekłem to dość ostrym
tonem, i on równie ostro odrzekł: „Powiedziałem: idź sobie!”. Wybiegłem z
tego małego kościółka i biegłem poprzez ogród aż do hotelu. Przyszła tam
wkrótce moja żona, która widziała moją ucieczkę, i zaczęła mnie pytać: „Co
się stało Co ty robisz” Odpowiedziałem, że pakuję walizki i wyjeżdżam.
W tym momencie owionął mnie zapach perfum – intensywny i cudowny. Byłem
zaskoczony, lecz zapach ten ukoił mnie natychmiast i poczułem wielką
wewnętrzną potrzebę by powrócić do Ojca Pio. Zabrało mi jednak cały dzień
aby zebrać w sobie odwagę. Przygotowywałem się do spotkania z Ojcem,
dokonując rzetelnego rachunku sumienia. Ojciec Pio przyjął mnie tym razem
serdecznie, i udzielił mi odpuszczenia grzechów, którego tak potrzebowałem.” |
|
Pewna kobieta opowiedziała: „Mój
mąż był ciężko ranny w wypadku samochodowym. Przewieziono go do szpitala w
Taranto (we Włoszech). Lekarze nie dawali mu szans na przeżycie. Na
terenie szpitala była kaplica dedykowana Ojcu Pio. Przed każdą wizytą u
mojego męża wchodziłam tam, aby pomodlić się za jego wyzdrowienie do Ojca
Pio. Pewnego dnia, gdy tam się modliłam, ogarnął mnie „święty” zapach Ojca
Pio – cudowna woń lilii. Uznałam to za znak, że moje modlitwy są
wysłuchane. I rzeczywiście, od tego momentu stan zdrowia mojego męża zaczął
się poprawiać, aż w końcu całkowicie wyzdrowiał z odniesionych ran.”
|
|
Pewien pan z Toronto mówił: „W
roku 1947 moja żona ciężko zachorowała. Przyjęto ją do szpitala w Rzymie,
konieczna była operacja. Pojechałem do St. Giovanni Rotondo, aby spotkać
się z Ojcem Pio. Dobry Ojciec Pio wysłuchał mojej spowiedzi. Po otrzymaniu
rozgrzeszenia rozmawiałem z nim o stanie mojej żony. Poprosiłem go „Ojcze,
wspomóż mnie w modlitwie!”. I natychmiast poczułem rozkoszny, przejmujący
zapach, co mnie bardzo zaskoczyło. Wróciłem do domu późnym wieczorem, a gdy
tylko otworzyłem drzwi, poczułem znowu ten sam zapach, który unosił się gdy
byłem obok Ojca Pio. Poczułem się wzmocniony na duchu. Moja żona przeszła
operację bez żadnych komplikacji. Opowiedziałem jej później o moich
cudownych doświadczeniach, i razem dziękowaliśmy Ojcu Pio.” |
|
Młode małżeństwo w Anglii
przeżywało poważne problemy. Byli już na skraju rozpaczy, nie wiedzieli do
kogo się zwrócić o pomoc. Ktoś powiedział im o Ojcu Pio. Napisali do niego
o swoich problemach, lecz nie otrzymali odpowiedzi. Postanowili wtedy
pojechać do St. Giovanni Rotondo aby spotkać się z Ojcem Pio i zasięgnąć
jego mądrej rady. Droga z Anglii do Puglia we Włoszech jest długa, a w
dodatku było to w środku srogiej, śnieżystej zimy. Pomimo pogody wybrali
się w drogę. Pierwszą noc spędzali w podrzędnym hotelu w Bernie, gdyż na
lepszy nie mogli sobie pozwolić. Dopadły ich znowu wątpliwości – co będzie
jeśli Ojciec Pio ich nie przyjmie Kontynuować podróż czy wracać Gdy tak
debatowali, ich pokój wypełnił się słodkim, upojnym zapachem, który wywierał
na nich ogromnie kojący wpływ. Kobieta nawet zaczęła szukać źródła tego
zapachu, myśląc że to ktoś przez roztargnienie zapomniał w pokoju swojej
buteleczki perfum, lecz bez skutku. Chwilę później zapach ulotnił się, a
pokój wypełnił, jak poprzednio, odór zgnilizny. Małżonkowie opowiedzieli o
swoim przeżyciu właścicelowi hotelu, którego to bardzo zaskoczyło: żaden z
jego klientów nigdy nie twierdził, że czuje zapachy perfum w hotelu. Jednak
nasi małżonkowie poczytali to za znak aby kontynuować podróż do St. Giovanni
Rotondo i spotkać się z Ojcem Pio. Gdy już tam dotarli, ów młody człowiek
powiedział po włosku do Ojca Pio (jako że dobrze mówił po włosku):
„Pisaliśmy do Ojca, ale ponieważ nam nie odpowiedziałeś...” „Co takiego”
przerwał mu Ojciec Pio. „Czemu mówisz, że nie odpowiedziałem Czyż nie
czuliście niczego w tamten wieczór w hotelu w Szwajcarii” Zrozumieli wtedy,
że ten zapach który czuli w pokoju hotelowym był zapachem Ojca Pio, i
wypełniła ich radość i wdzięczność. A do rozwiązania ich problemów w
istocie wystarczyło kilka mądrych słów Ojca Pio. |
|
Pewien
mężczyzna poznał Ojca Pio dzięki serii dziwnych zdarzeń. "Pierwszy raz
usłyszałem o tym Świętym Człowieku zaraz po wojnie. Mój przyjaciel, który go
znał, z entuzjazmem opowiadał o nim różne historie. Co do mnie, opowiadania
te wydawały się nieprawdopodobne i trudne do uwierzenia, zwłaszcza
opowiadania o zapachu perfum, jaki ludzie czuli, nawet wtedy kiedy nie byli
w pobliżu Świętego Zakonnika. Ku mojemu zdziwieniu, także i ja z czasem
zacząłem wyczuwać dziwny zapach fiołkow w najbardziej nieprzewidzianych
miejscach. Zaskoczony, zacząłem niedowierzać własnym zmysłom. Wmawiałem
sobie nawet, że to tylko przewidzenia. Lecz pewnego dnia, w czasie wakacji,
poszedłem wraz z żoną wysłać list. Bedac na poczcie, nagle poczułem wyraźną
woń fiołków. Czując ten zapach, żona zapytała "Skąd jest ten zapach". Z
podnieceniem zapytałem "Ty także go czujesz" Wtedy
opowiedziałem jej o Ojcu Pio i o historiach związanych z zapachem perfum
otaczających jego osobę. Opowiadania te bardzo poruszyły moją żonę, która
poradziła mi jak najszybciej pojechać do San Giovanni Rotondo. Następnego
dnia wyruszyliśmy w drogę. Spotkalismy się z Ojcem Pio, który rzekł do mnie
"O, tu jest nasz bohater. Ile się musiałem namęczyć, żeby cię Oto historia
opowiedziana przez pewną kobietę. "Od dłuższego czasu miałam problemy z
oczami. Bardzo mnie bolały i prawie nic nie widziałam. Byłam u kilku
lekarzy, którzy po wielu badaniach stwierdzili, wylew krwi do oka.
Podejrzewali także raka. Lekarze nie dawali żadnej nadzieji na wyleczenie.
Wiadomość ta bardzo mnie zasmuciła i popadłam w wielką depresję. Po pewnym
czasie przejeżdżając koło Benevento, zdecydowałam się pojechać aż do
Pietreicina i odwiedzić Zakon Ojca Pio. Przechodząc przez pokój, w którym
mieszkał Ojciec Pio, zatrzymałam się i zaczęłam się modlić za moich
bliskich. W czasie modlitwy poczułam intensywny zapach kadzidła. W drodze
powrotnej do Rzymu, pamiętając co zaszło w pokoju Ojca Pio, postanowiłam
prosić Go o wyleczenie moich oczu. Zwróciłam się do Niego z całą moją wiarą
i nadzieją. Nie musiałam długo czekać aby Ojciec Pio wysłuchał moje
modlitwy. W krótkim czasie wzrok mi się polepszył i niedługo po tym moje
oczy były zupełnie zdrowe. Lekarze nie mogli uwierzyć w mój cudowny powrót
do zdrowia tu sciągnąć." Tego samego dnia, miałem okazję rozmawiać z Ojcem
Pio prywatnie. Spotkanie to zmieniło całe moje życie." |
|
Oto
zwierzenia innej osoby. "Kilka lat temu, przeżyłem zawał serca.
Lekarze poradzili mi, abym poddał się operacji, która
poprawi stan mojego zdrowia. Zgodziłem się. To
było w czerwcu 1991 roku. W czsie operacji lekarze
wykonali poczwórny bypass. Kiedy obudziłem się po narkozie stwierdziłem, że
nie mam czucia w mojej prawej nodze i ręce. Byłem
zrozpaczony. Po pewnym czasie zacząłem się modlić do
Ojca Pio z prośbą o pomoc. Modliłem się do Niego przez trzy dni. Trzeciego
dnia, w czasie modlitwy poczułem przesycający zapach kwiatów. Kiedy zapach
zniknął poczułem jak życie wraca w mojej prawej nodze. Od razu wiedziałem,
że moje modlitwy zostały wysłuchane." |
|
Pewna
kobieta opowiedziała taką historię: “Miałam duże problemy z oczami. Czułam
wielki ból i prawie nic nie widziałam. Byłam u wielu lekarzy, którzy po
wielu badaniach orzekli: nieodwracalny krwotok śródgałkowy, z prawdopodobnym
nowotworem. Z ich słów wynikało, że choroba ta nieuchronnie powoduje
całkowitą utratę wzroku, i że medycyna nie zna sposobu na jej uleczenie.
Wieść ta wywołała u mnie depresję i niepokój. Byłam w podróży, której trasa
przebiegała w pobliżu Benevento, więc zdecydowałam się zajechać do
Pietrelciny, gdzie mogłabym odwiedzić klasztor Ojca Pio. Gdy byłam w jednej
z ostatnich cel gdzie żył Ojciec Pio, coś mnie głęboko dotknęło. Modliłam
się wtedy za moich krewnych, i nieoczekiwanie poczułam intensywną woń
kadzidła. Wracając pociągiem do Rzymu wiele myślałam o tym zdarzeniu w celi
Ojca Pio. Postanowiłam prosić Ojca Pio o uzdrowienie moich chorych oczu.
Zwróciłam się ku niemu z całą siłą wiary na jaką mnie było stać. Ojciec Pio
nie zwlekał z wysłuchaniem mojej modlitwy. Mój wzrok zaczął się poprawiać,
i po niedługim czasie byłam całkiem uzdrowiona, w sposób zupełnie
niewyjaśnialny przez medycynę. Lekarze, którzy mnie później badali, wprost
nie mogli w to uwierzyć.” |
|
Meżczyzna z Caniatti (Sycylia, Włochy) opowiedział taką historię. "To było
na początku 1953 roku, kiedy żona moja zaszła w ciążę. Niestety, żona miała
poważne problemy z nerkami i lekarze powiedzieli nam, że "życie naszego
dziecka jest zagrożone". Według nich jedynym rozwiązaniem była operacja.
Byłem zrozpaczony i zdesperowany. W maju napisałem list do Ojca Pio z prośbą
o pomoc. Kilka dni później wydarzyło się coś dziwnego. Będąc w innych
pokojach, oboje z żoną wyczuliśmy tajemniczy zapach róż. W tym momencie
listonosz zapukał do dzwi i wręczył nam list od Ojca Pio. W liście tym
przeczytalismy, ze Ojciec Pio będzie się modlił za żonę i nasze nienarodzone
jeszcze dziecko. Dzień później żona miała badania lekarskie. Lekarze ze
zdziwieniem stwierdzili, że jest zupełnie zdrowa." |
|
Adwokat, który był bardzo oddany Ojcu Pio opowiedział taką historię. "Muszę
się przyznać, że w czasie jednej Mszy Świetej odprawianej przez Ojca Pio,
byłem trochę rozproszony gdy nagle przepełnił mnie zapach fiołków. Zapach
ten był tak silny, że podziałał jak wstrząs. Obudzony jak ze snu
stwierdziłem, że byłem jedyną osobą stojącą wśród klęczącego tłumu.
Natychmiast klęknąłem, zapominając o zapachu unoszacym się wokół mnie.
Zgodnie z moim zwyczajem, po Mszy poszedłem przywitać się z Ojcem Pio.
Ojciec powitał mnie tymi słowami "Byłes trochę rozproszony dzisiaj".
Zakłopotany odpowiedziałem, "Tak Ojcze. Byłem trochę nieobecny, ale na
szczęście twoje perfumy sprowadziły mnie z powrotem." "Nie perfumy lecz
klaps ci się należy", odpowiedział Ojciec Pio. |
|