Św. O. Pio
Urodził się 25 maja 1887 w Pietrelcinie, wiosce położonej kilka
kilometrów od Benevento w Kampanii. Jego ojciec, Grazio Forgione, znany
powszechnie jako "Razio" lub "Wuj Razio", dzierżawił kawałek ziemi i z tego
utrzymywal rodzinę.
Matka, Giuseppa De Nunzio była kobietą bardzo pobożną. Ojciec Pio został
ochrzczony w kościele św.Anny, położonym w górnej części Pietrelciny, zwanej "Zamkiem".
Na chrzcie otrzymał imię Franciszek. Był piątym z ośmiorga dzieci, biorąc pod
uwagę także dwoje zmarłych w wieku niemowlęcym i jedno poronienie. Od wczesnych
lat pomagał rodzinie w ciężkiej pracy na roli, a przede wszystkim przy wypasie
owiec. Kiedy poczuł powołanie do życia zakonnego we wspólnocie ojców kapucynów,
jego ojciec z radością podjął się pokrycia kosztów studiów i wyemigrował w tym
celu do Ameryki.
Po ukończeniu piętnastu lat, Franciszek został przyjęty do nowicjatu w Morcone,
gdzie 22 stycznia 1903 r. przywdział habit świętego Franciszka, przyjmując imię
brat Pio.
22 stycznia 1904 r., ukończywszy rok nowicjatu, złożył śluby proste i rozpoczął
studia przygotowujące do kapłaństwa, które odbywały się w różnych klasztorach
prowincji zakonnej.
27 stycznia 1907 r. złożył śluby wieczyste, wiążąc się w ten sposób silniej z
zakonem.
Słabe zdrowie zmuszało go jednak do przeplatania życia zakonnego okresami
rekonwalescencji, spędzanymi w rodzinnej wiosce. Uważano go powszechnie za
gruźlika do tego stopnia, iż obawiano się, że nie dotrwa do kapłaństwa, a jeśli
nawet, to nie będzie w stanie żyć w surowej regule św. Franciszka. Silną wolą
Ojciec Pio przezwyciężył jednak wszystkie trudności i 10 sierpnia 1910 r.
otrzymał święcenia kapłańskie w katedrze w Benevento.
Jego zdrowie było nadal bardzo słabe, dlatego też - poza krótkimi okresami życia
klasztornego - przebywał z woli przełożonych w swej rodzinnej wiosce.
W miarę swoich sił pomagał w pracy duszpasterskiej tamtejszemu proboszczowi, Don
Salvatore Pannullo. Przełożeni z ojcowską troską obserwowali jego rozwój,
utrzymując z nim częstą korespondencję, która odsłoniła przed nimi silę ducha
tego bardzo młodego brata.
Powołanie do wojska w listopadzie 1915 r. przerwało okres pobytu Ojca Pio w
Pietrelcinie. Po ciągłych urlopach zdrowotnych, krótkich pobytach w rodzinnej
wiosce i dłuższych w rozmaitych klasztorach, między innymi w San Giovanni
Rotondo - w marcu 1918 r. zwolniono go w końcu z wojska z powodu obustronnego
odoskrzelowego zapalenia płuc.
Latem tego samego roku wrócił do San Giovanni Rotondo, by nigdy już stamtąd nie
wyjechać. 20 września 1918 r. obdarzony został zjawiskiem nadzwyczajnym -
stygmatami. Pojawiły się one już wcześniej, w roku 1910, w Piana Romana w
okolicy Pietrelciny,jednak dzięki jego modlitwom pozostały niewidoczne. Teraz
ukazały się znowu, tym razem już na stale, wywołując rozgłos. Wieść o świętości
zakonnika rozeszła się po całym świecie.
Przybywali do niego tłumnie ludzie z wielu krajów, a Kościół i nauka stanęły
wobec trudnego problemu. Pomimo tłumów, które go otaczały, ciekawości, polemik i
sporów, Ojciec Pio z pokorą, wytrwałością i posłuszeństwem spełniał swe
obowiązki duszpasterskie, zwłaszcza sprawowania Mszy św. oraz spowiadania
wiernych. Spowiedzi stały się tak liczne, że zmusiły Ojca Pio do prowadzenia
wyjątkowo męczącego trybu życia.
W ciągu kolejnych pięćdziesięciu lat w życiu Ojca Pio nie nastąpiły właściwie
żadne zmiany: Msza św., spowiedź, spotkania z wiernymi potrzebującymi jego
kierownictwa duchowego. Odwiedzały go w klasztorze znane osobistości: całe
rodziny królewskie, mężowie stanu, wysocy dostojnicy kościelni, ludzie kultury i
sztuki. Przybywały do niego tysiące ludzi wszelkich ras; wszystkim udzielał
zdecydowanych wskazań dotyczących życia duchowego, ucząc napomnieniem i
przykładem, że podstawą życia musi być modlitwa.
9 stycznia 1940 r. oznajmił o swoim wielkim projekcie, którego celem miała być
pomoc cierpiącym. Przy realizacji tego projektu korzystał z pomocy swoich
duchowych synów. Zbudowany ze skromnych, szczerych i spontanicznych darów,
ofiarowanych przez wiernych ze wszystkich kontynentów, Dom Ulgi w Cierpieniu
otworzył swe podwoje dla chorych w dniu 15 maja 1956 r., szybko zyskując
życzliwość ludności, a szczególnie mieszkańców Apulii.
W 1959 r. Ojciec Pio ciężko chorował przez cztery miesiące. Po wyzdrowieniu
rozpoczął na nowo życie modlitwy i kierownictwa duchowego.
Korzyści płynące z jego przykładu - z jego poświęcenia na rzecz dusz ludzkich -
były wprost niezliczone. Imponująca jest liczba osób, które zawdzięczają Ojcu
Pio duchową przemianę. Niezliczone są również korzyści materialne uzyskane
dzięki jego modlitwie.
Zmarł 23 września 1968 r. w wieku 81 lat, podczas wykonywania swoich codziennych
obowiązków. Jego nauka pozostaje jednak żywa.
Jezu, Maryjo i Józefie Święty, Wam oddaję duszę i ciało moje, bądźcie ze mną w
chwili konania!" - ostatnie słowa Ojca.
Kalendarium życia:
25 V 1887 - Grazio i Giuseppie - małżonkom Forgione z
Pietrelciny rodzi się drugi syn, któremu nazajutrz na chrzcie św. nadają imię
Francesco
1897 - 10-1etni Francesco Forgione przyjmuje w swej rodzinnej parafii I
Komunię św.
1899 - 12-1etni Francesco przystępuje do sakramentu bierzmowania
6 I 1903 - Opuszcza dom rodzinny i wstępuje do nowicjatu kapucynów w
pobliskim Morcone.
22 I 1903 - Po odprawieniu rekolekcji przyjmuje kapucyński habit oraz
imię zakonne brata Pio (Piusa) z Pietrelciny.
22 I 1904 - Brat Pio, wyróżniający się zdyscyplinowaniem i
posłuszeństwem, po ukończeniu nowicjatu składa pierwsze śluby zakonne.
25 I 1904 - Udaje się do zakonnego seminarium w San Elia a Pianisi, by
studiować filozofię, a potem do Montefusco gdzie studiuje teologię.
27 I 1907 - Brat Pio składa śluby wieczyste.
19 XII 1908 - Otrzymuje niższe święcenia kapłańskie.
18 VII 1909 - Otrzymuje święcenia diakonatu.
10 VIII 1910 - Zostaje wyświęcony na kapłana w katedrze w Benevento.
1911 - 1916 - Ojciec Pio ze względu na zły stan zdrowia zostaje wysłany
na kurację do rodzinnej Pietrelciny.
1915 - 1918 - Kilkakrotnie, w czasie wojny światowej, powoływany do
służby wojskowej i zwalniany z uwagi na zły stan zdrowia.
28 VII 1916 - Przybywa do San Giovanni Rotondo, gdzie pełni obowiązki
kierownika duchowego chłopców przygotowujących się do stanu zakonnego.
20 IX 1918 - Klęcząc przed wizerunkiem Ukrzyżowanego w kościele Matki
Bożej Łaskawej w San Giovanni Rotondo O. Pio otrzymuje stygmaty - pięć ran
Chrystusowych.
1919 - Pierwsze medyczne badania niezwykłych ran stygmatyzowanego
zakonnika. Rozpoczynaja się, trwające pół wieku, odwiedziny dostojników
kościelnych, dziennikarzy, zakonników, pobożnych pielgrzymów, ludzi
niewierzących, pragnących zobaczyć O. Pio i przekonać się osobiście o surowej
świętości życia tego zakonnika.
17 VI 1923 - Kongregacja Świętego Oficjum, zajmująca się czystością wiary
i obyczajów postanawia nałożyć pewne ograniczenie na kontakty O. Pio "ze
światem", by uniknąć niezdrowego rozgłosu wokół jego osoby i czynów. Nakazano
mu, między innymi, by Mszę św. odprawiał "prywatnie" o różnych porach; by nie
udzielał błogosławieństw wiernym; by nie godził się na pokazywanie stygmatów ani
ich całowanie, by nie odpisywał na żadne listy ani sam, ani przez inne osoby.
26 VI 1923 - wskutek żądań wzburzonej ludności Foggii i okolic władze
zakonne postanowiły, że O. Pio będzie nadal jak dotychczas odprawiać Mszę św. w
kościele.
3 I 1929 - W San Giovanni Rotondo umiera bawiąca w odwiedzinach u syna
matka O. Pio, Giuseppa Forgione.
9 VI 1931 - Pismo wydane przez Św. Oficjum pozbawia O. Pio prawa do
sprawowania wszystkich funkcji kapłańskich z wyjątkiem odprawiania Mszy św. i to
bez uczestnictwa innych osób.
l5 VII 1933 - Po licznych wizytacjach dostojników kościelnych, którzy
wyjeżdżali z klasztoru San Giovanni Rotondo pod wrażeniem przepojonego modlitwą,
cierp pieniem i posłuszeństwem życia 0. Pio, otrzymał on zezwolenie na
odprawianie Mszy św. w kościele i spowiadanie wiernych.
9 I 1940 - O. Pio inicjuje budowę szpitala, który sam nazwał Domem Ulgi w
Cierpieniu.
1950- Powstają utworzone przez O. Pio pierwsze "Grupy Modlitwy", czyli
pobożne zrzeszenia wiernych, modlących się wraz ze Stygmatykiem z San Giovanni
Rotondo w intencjach Kościoła.
5 V l956 - Uroczyste otwarcie nowoczesnego szpitala. "Powstało nowe
dzieło, powiedział O. Pio, które stworzyła Boża Opatrzność posługując się
ludźmi. Powstało nowe dzieło, owoc ofiar i wyrzeczeń, które przyczyni się do
pomnożenia chwały Bożej i przyniesie ulgę cierpiącym".
1959 - O.Pio zostaje sam uzdrowiony w sposób trudny do wyjaśnienia przez
medycynę.
1966 - Coraz bardziej pogarszający się stan zdrowia sprawia, że O. Pio
otrzymuje zezwolenie na odprawianie Mszy św. "na siedząco". W tym też roku
przybywają licznie goście, by uczcić 50 rocznicę pobytu O. Pio w San Giovanni
Rotondo.
1967 - Ani podeszły wiek (O. Pio ukończył 80 lat), ani cierpienia
związane z ciągle otwartymi ranami na dłoniach, stopach i w boku nie przerywają
jego posługiwania w konfesjonale. Obliczono, że tylko w ciągu jednego roku
wyspowiadał ok. 10 tys. mężczyzn i ok. 15 tys. kobiet.
1968 - Stolica Apostolska uznaje "Grupy Modlitwy" za zrzeszenia
religijne.
20 IX 1968 - 50 rocznica stygmatyzacji. W tym dniu O. Pio, jak zwykle.
odprawił cichą Mszę św. o godz. 5 rano.
22 IX 1968 - O. Pio odprawia ostatnią w życiu Mszę św. dla
przedstawicieli "Grup Modlitwy" zebranych w San Giovanni Rotondo z okazji
50-1ecia stygmatyzacji ich Założyciela.
23 IX 1968 - O godz.2.30 rano O. Pio umiera.
Tuż przed śmiercią zaczęły goić się stygmaty, a zdjęcia zrobione tuż po skonaniu
ukazują gładką skórę w miejscach, z których przez pół wieku sączyła się krew.
Modlitwa o łaski za przyczyną Św. O.
Pio
O Jezu, pełen łaski i miłosierdzia, Ty dla zbawienia dusz ludzkich
podjąłeś mękę i umarłeś na krzyżu, aby wyjednać przebaczenie grzechów; pokornie
błagam Cię: za przyczyną św. Ojca Pio, kapłana i stygmatyka, który wielkodusznie
Ci służył, poświęcał swe życie i cierpiał dla ratowania grzeszników, udziel mi
przebaczenia moich win i łaski...
Dla większej chwały Twojej racz go wsławić chwałą świętości i przyciągnij
wszystkich ludzi do swego miłującego Serca. Który żyjesz i królujesz na wieki
wieków. Amen.
|
Pewien pan z Foggii we Włoszech w 1919 roku
miał 62 lata i chodził podpierając się dwoma laskami. Wypadł kiedyś z wozu i
złamał obydwie nogi. Lekarze nie byli w stanie mu pomóc. Po spowiedzi Ojciec
Pio powiedział mu: „Wstań i idź! Wyrzuć te laski.” Mężczyzna posłuchał go i
ku zdumieniu obecnych tam ludzi zaczął chodzić samodzielnie. |
|
Inne
niezwykłe zdarzenie miało miejsce w 1919 roku w San Giovanni Rotondo. Pewien
młody człowiek miał wtedy 14 lat. W wieku czterech lat zachorował na tyfus,
co, jako efekt uboczny, wywołało skrzywienie kręgosłupa. Po spowiedzi Ojciec
Pio dodknął go swoimi świętymi rękoma. Nagle chłopiec wstał a
zniekształcenie kręgosłupa znikło. |
|
Grazia
byłą 29-cio letnią chłopką niewidomą od urodzenia. Chodziła do kościoła w
klasztorze aby spotykać Ojca Pio. Pewnego razu Ojciec Pio zapytał ją czy
chciałaby widzieć. „Oczywiście!” odpowiedziała, „ale nie za cenę czyjejś
szkody.” „Wyzdrowiejesz!” powiedział Ojciec Pio, i wysłał ją do Bari, gdzie
mieszkał świetny okulista, będący mężem znajomej Ojca Pio. Niestety, lekarz
po zbadaniu oczu pacjentki powiedział swojej żonie:”Nie ma szans na
wyleczenie tej dziewczyny! Ojciec Pio może wyleczy ją jakimś cudem, ale
muszę wysłać ją z niczym.” Żona jego jednak uparcie prosiła: „Jeżeli Ojciec
Pio przysłał ją do ciebie spróbój przynajmniej zoperować jej jedno oko.”
Lekarz uległ i zoperował obydwoje oczu. Operacja okazała się sukcesem,
Grazia przejrzała! Gdy wróciła do San Giovanni Rotondo pobiegła do klasztoru
i uklęknęła przed Ojcem Pio. Zakonnik rozkazał jej wstać, ona zaś
powiedziała „pobłogosław mnie Ojcze”. Pio pobłogosławił ją, lecz ona ciągle
nie wstawała. Gdy była niewidoma, Ojciec Pio błogosławił ją znakiem krzyża
kreślonym na czole, więc Ojciec Pio powiedział: „Jakże mam cię błogosławić
Wiadrem wody wylanym na głowę” |
|
Pewna
kobieta opowiadała: W 1947 roku miałam 38 lat i chorowałam na raka jelita.
Nowotwór został rozpoznany na prześwietleniu i lekarze zdecydowani byli na
operację. Zanim poszłam do szpitala chciałam odwiedzić San Giovanni Rotondo
by spotkać się z Ojcem Pio. Mój mąż, córka i jej przyjaciółka zabrali mnie
do niego. Pragnęłam się wyspowiadać i porozmawiać z Ojcem Pio o swojej
chorobie, lecz okazało się to niemożliwe. Mąż powiedział o moim problemie
jednemu z zakonników. Ten był tak poruszony, że obiecał przekazać wszystko
Ojcu Pio. Wkrótce powiedziano mi abym udała
|
|
Pewien
pan opowiada: Moje lewe kolano było spuchnięte i czułem silny ból w tej
części nogi. Lekarz powiedział że to poważna sprawa i przepisał długą serię
zastrzyków. Zanim rozpocząłem kurację chciałem zobaczyć Ojca Pio. Po
spowiedzi powiedziałem mu o moim kolanie i poprosiłem o modlitwę. Gdy
wyjeżdżałem z San Giovanni Rotondo tego popołudnia nie czułem już bólu.
Zacząłem przyglądać się kolanu i nie mogłem znaleźć opuchlizny. Obie nogi
funkcjonowały znakomicie, więc pobiegłem do Ojca Pio by mu podziękować.
Powiedział: „Nie dziękuj mnie, lecz Bogu!”, i dodał z uśmiechem: „Poradź
swojemu lekarzowi, żeby sam wziął te zastrzyki.” |
|
Inna
kobieta mówi: Byłam w ciąży w 1952 roku i wszystko wyglądało normalnie do
połogu, kiedy zaczęły się problemy. Mój syn urodził się z komplikacjami, a
ja potrzebowałam transfuzji. W pośpiechu pracownicy szpitala podali mi
niewłaściwą krew. Mam grupę zero, lecz dano mi grupę A. Konsekwencje były
bardzo poważne: Silna gorączka, conwulsje i przewężenie dróg oddechowych.
Zawołano nawet księdza by dał mi ostatnie namaszczenie i komunię musiał
podać mi z wodą bo nie byłam w stanie już przełykać. Gdy moja rodzina
odprowadzała księdza przez chwilę zostałam sama. Ukazał mi się wtedy Ojciec
Pio ze stygmatami na dłoniach. Powiedział: „Jestem Ojciec Pio, nie umrzesz!
Powiedzmy teraz razem „Ojcze nasz” a w przyszłości przyjedź do San Giovanni
Rotondo by się ze mną spotkać”. Kilka minut wcześniej byłam na pograniczu
śmierci a w rezultacie tego objawienia wstałam z łóżka. Gdy moi bliscy
wrócili zastali mnie pogrążoną w modlitwie. Poprosiłam ich żebyśmy pomodlili
się razem i powiedziałam im o swojej wizji. Zaczęliśmy się modlić i czułam
się coraz lepiej. Wszyscy lekarze uświadomili sobie że miał tam miejsce cud.
Po kilku miesiącach pojechałam do San Giovanni Rotondo by podziękować Ojcu
Pio. Spotkałam się z nim i podał mi dłoń do ucałowania. Gdy dziękowałam mu
poczułam aromat, z którego słynął. Powiedział: „Otrzymałaś cud w darze lecz
nie dziękuj mnie. Święte Serce Jezusa posłało mnie bym cię uratował ponieważ
poświęciłaś się Mu w modlitwie i uczestniczyłaś w dziewięciu mszach
pierwszopiątkowych.” |
|
Pewna pani opowiedziała: „W roku
1953 przeszłam medyczne testy i prześwietlenia w związku z bólami w
brzuchu. Okazało się, że sytuacja jest poważna i konieczna jest
natychmiastowa operacja. Przyjaciółka, której zwierzyłam się z moich
problemów, poradziła mi aby napisać list do Ojca Pio z prośbą o modlitwę i
pomoc. Gdy tak zrobiłam, otrzymałam odpowiedź, w której Ojciec Pio pisał
aby ze spokojem iść do szpitala, i że będzie się za mnie modlił. W
szpitalu, tuż przed planowaną operacją, powtórzono testy i prześwietlenia.
Jakież było zdziwienie tych samych lekarzy, gdy stwierdzili u mnie
nieobecność uprzednio diagnozowanej poważnej choroby. Przez czterdzieści
lat ciągle dziękuję Ojcu Pio za okazaną mi pomoc. Wiem że on nigdy nie
odmawia swej cudownej pomocy nikomu kto o nią poprosi.” |
|
Z
opowieści pewnej pani: „W 1954 roku mój ojciec, pracownik kolei, zachorował
na dziwną chorobę bezwładności nóg. Miał wtedy 47 lat. Wielu lekarzy
próbowało mu pomóc bez skutku i po dwóch latach wyglądało, że będzie
zmuszony pójść na rentę. Ponieważ czuł się coraz gorzej, mój wuj zasugerował
odwiedziny w San Giovanni Rotondo, gdzie mieszkał zakonnik obdarzony przez
Boga wieloma darami. Z pomocą wujka ojciec mój dotarł po wielu trudach do
San Giovanni Rotondo. Tam zauważył go Ojciec Pio i zawołał “Dajcie podejść
temu kolejarzowi!” chociaż skądże Ojciec Pio miał wiedzieć cokolwiek o moim
ojcu. Tak czy owak, spotkali się i rozmawiali przez kilka minut. Później
Ojciec Pio położył dłoń na ramieniu mego ojca pocieszając go z uśmiechem. Po
rozmowie ojciec zorientował się że został uzdrowiony. Wziąwszy kule by wyjść
zdał sobie sprawę, że ich nie potrzebuje, wujek szedł za nim w kompletnym
zaskoczeniu. |
|
Jeden pan z Puglii w południowych Włoszech był znanym w okolicy ateistą.
Sławna była jego zaciekłość w zwalczaniu religii katolickiej. Jego żona była
katoliczką, lecz zabronił jej chodzić do kościoła i wspominać o Bogu ich
dzieciom. W 1950 roku zachorował. Lekarze postawili diagnozę - dwa
nowotwory: mózgu i skóry za uchem. Nie pozostawiono mu żadnej nadziei, tak
mówił: “Wzięto mnie do szpitala w Bari, bardzo bałem się bólu i myślałem o
śmierci. Strach spowodował, że zacząłem się modlić. Nie modliłem się od
dziecka. Przeniesiono mnie ze szpitala w Bari do Mediolanu na operację.
Lekarz, który mnie odwiedził powiedział, że operacja będzie trudna i może
się nie powieść. W nocy, gdy leżałem w mediolańskim szpitalu przyśnił mi się
Ojciec Pio. Podszedł by dotknąć mojej głowy i powiedział: “Nie martw się,
wyzdrowiejesz.” Następnego ranka czułem się lepiej! Lekarze nie mogli
uwierzyć w poprawę mojego samopoczucia i byli przekonani, że operacja jest
nadal potrzebna. Ze swojej strony, byłem przerażony operacją i uciekłem ze
szpitala dosłownie kilka minut przed zabraniem mnie na salę operacyjną.
Ukryłem się w domu członka rodziny mieszkającego w Mediolanie, gdzie
nocowała moja żona. Kilka dni później poczułem ból i wróciłem do szpitala.
Lekarze z niechęcią wzięli mnie spowrotem pod opiekę. Zdecydowali że
konieczne jest powtórzenie badań przed operacją. Po analizie wyników byli
niezmiernie zdumieni nie znajdując śladów nowotworu. Ja byłem zdumiony z
innego powodu – podczas testów czułem zapach fiołków i wiedziałem, że to
znak obecności Ojca Pio. Zanim opuściłem szpital poprosiłem o rachunek za
usługi lekarskie, ale doktor powiedział: “Nic nie zrobiłem żeby cię uleczyć,
więc nie ma za co płacić.” Po powrocie do domu wybrałem się do San Giovanni
Rotondo by podziękować Ojcu Pio. Byłem pewny, że to on mnie uzdrowił. Gdy
dotarłem do klasztoru znów poczułem ból, był tak silny, że zemdlałem! Dwóch
ludzi przeniosło mnie pod konfesjonał Ojca Pio. Gdy go zobaczyłem
powiedziałem “Mam pięcioro dzieci i jestem bardzo chory, ratuj mnie ojcze,
ratuj moje życie.” On odpowiedział – “Nie jestem Bogiem czy Jezusem
Chrystusem, jestem zwykłym zakonnikiem, nie lepszym niż inni zakonnicy, może
nawet gorszym. Nie czynię cudów!” Ja nadal rozpaczałem: “Proszę ojcze, ratuj
mnie.” Ojciec Pio zwrócił oczy ku niebu i zobaczyłem że jego usta poruszają
się w modlitwie. W tym momencie poczułem ten sam zapach fiołków co w
szpitalu. Ojciec Pio powiedział: “Idź do domu i módl się! Ja też się za
ciebie pomodlę!
Wyzdrowiejesz!”. Wróciłem do domu ból zniknął na zawsze. |
|
Jeden mężczyzna powiedział, w 1950 r.
moją teściową zabrano do szpitala na operację. Miała nowotwora lewej persi.
Koniecznym było również zoperowanie jej prawej piersi kilka miesięcy
później, z powodu licznych komórek rakowych w jej organizmie. Lekarze
oświadczyli, że nie będzie mogła żyć dłużej niż 4 miesiące. W Mediolanie
ktoś powiedział nam o Ojcu Pio i jego cudach. Natychmiast pojechałem do San
Giovanni Rotondo i czekałem na moją kolej spowiedzi. Poprosiłem Ojca Pio o
pomoc dla mojej teściowej i jej uzdrowienie. On westchnął dwa razy głęboko i
powiedział: "Musimy się modlić, każdy musi się modlić. Ona wyzdrowieje!" I
tak się stało! Moja teściowa wyzdrowiała po operacji i pojechała do San
Giovanni Rotondo, aby osobiście podziękować Ojcu Pio. On uśmiechając się
powiedział: "Idź w pokoju moja córko! Idź w pokoju!" Matka mojej żony żyła
jeszcze przez 19 lat, a nie 4 miesiące, jak oświadczyli wcześniej lekarze.
Wszyscy razem dziękujemy Ojcu Pio od wielu lat. |
|
Inny
cud Ojca Pio został uznany jako trwały. Dotyczy on człowieka pracującego na
kolei w Toskanii, który umarł w 1983 r. mając 70 lat. Powiedział: "Jestem
żyjącym wyzwaniem dla nauki!" W 1945 r. mieszkał niedaleko Sieny. Miał żonę
i syna. Dozorował instalacje elektryczne na kolei. Wczesnym rankiem, 21
maja, jadąc do pracy na motocyklu uległ wypadkowi zderzając się z
ciężarówką. Zabrano go do szpitala i lekarze stwierdzili pęknięcie czaszki,
pękniecie błony bębenkowej w lewym uchu, kilka złamanych żeber oraz pięć
złamań lewej nogi. W kilka dni po wypadku lekarze wciąż nie byli pewni, czy
będzie żył. Okres rekonwalescencji przebiegał dobrze, ale z jego nogą wciąż
były kłopoty. Lekarze nie potrafili jej wyleczyć. Był zabierany od jednego
szpitala do drugiego w celu ustalenia dobrej terapii. Trafił do Szpitala
Ortopedycznego w Sienie, gdzie leczono go przez jeden rok. Potem pojechał do
Szpitala Rizzoli w Bolonii. Po kilku operacjach poprawił się stan jego kości
udowej, ale ogólnie, z powodu jeszcze innych problemów, jego noga była
zupełnie sztywna. Doktorzy powiedzieli, że miał włókniste zesztywnienie w
stawie w lewej nodze i nie byli w stanie jej wyleczyć. Ponadto rany
pooperacyjne również się nie goiły. Podejmowano kilka prób zespolenia nogi,
ale niestety bez sukcesu. W tej sytuacji lekarze ze Szpitala Ortopedycznego
w Sienie zdecydowali wypróbować jeszcze jeden sposób. Postanowili zespolić
nogę, pod znieczuleniem, przy użyciu urządzenia Zuppinger'a. Niestety ta
ostatnia próba, zakończyła się również bez sukcesu...i na dodatek ponownie
została złamana jego kość udowa. Także przez kolejne 2 miesiące musiał leżeć
w gipsie. Na początku 1948 r. został wypisany ze szpitala w Sienie jako
przypadek nieuleczalny. Liczył się z faktem, że może mieć sztywną nogę do
końca życia. Jednak w wieku 35 lat nie chciał się poddawać. Zdecydował się
spotkać z innymi lekarzami, z ciągłą nadzieją na wyzdrowienie. Za wszelką
cenę chciał uniknąć kolejnej operacji. Był bardzo zmęczony i smutny z powodu
złego stanu zdrowia, nie gojących się ran. W chwilach desperacji nie chciał
nikogo widzieć, nie chciał dłużej żyć. Całą złość wyładowywał na żonie,
która go wspierała. Używał kul przy chodzeniu, nie był jednak w stanie
przejść kilku metrów. W końcu obie nogi mu zesztywniały i pokryły się
bolącymi ranami. Często usiłował zrobić coś samodzielnie, ale z reguły mu
się to nie udawało. Płakał, przeklinał, bluźnił Bogu i ludziom. Jego żona
była wierząca, on niestety nie. Kiedy chodziła do kościoła, nie był z tego
zadowolony. W wielkiej złości ją obraził i doprowadził do płaczu. Pewnego
razu przybył do jego parafii jeden zakonnik z wykładami. Ten dowiedział się
o tym człowieku i jego stanie zdrowia. Zakonnik chciał się spotkać z nim i
jego żoną dla dodania otuchy. Po spotkaniu powiedział jeszcze żonie:
"Dlaczego nie zabierzesz męża do San Giovanni Rotondo, do Ojca Pio, do
Zakonnika, który czyni cuda". Kiedy żona powtórzyła mu słowa kapłana,
człowiek ten zaczął się ironicznie śmiać i znieważać Ojca Pio. Żona nie
chciała stracić tej szansy i zdecydowała się pisać listy do Ojca Pio, jednak
nie dostawała odpowiedzi. Potem zaczęła nakłaniać chorego męża, aby spełnił
jej prośbę i udał się do San Giovanni Rotondo. Kondycja męża była coraz
gorsza, uświadomił sobie, że jego życie zbliża się do końca. Zdecydował się
pojechać. Podróż pociągiem była bardzo ciężka. Kiedy wchodził do wagonu,
czuł okropny ból nogi. Pierwszy przystanek był w Rzymie, następny w Foggii.
W celu dotarcia do San Giovanni Rotondo, należało wsiąść do autobusu w
Foggii, który odjeżdżał wczesnym rankiem. Małżonkowie zdecydowali się
spędzić noc w hotelu. Kiedy mężczyzna męcząc się szedł przez dworzec, w
pewnym momencie upadł...Zorientowano się, że on również był pracownikiem
kolei i zaproponowano mu nocleg w jednym z pokoi na dworcu. On wraz z
rodziną przyjął tą propozycję. Wczesnym rankiem następnego dnia razem z żoną
i synem wsiedli do autobusu jadącego do San Giovanni Rotondo. Autobus
zatrzymał się 2 kilometry od niewielkiego kościółka. W tamtym czasie drogi
nie były asfaltowane. Mężczyzna nie wiedział, jak mógł bez problemu dojść do
tego kościółka. Jak tylko tam dotarł usiadł trochę wyczerpany. Nigdy
przedtem nie widział fotografii Ojca Pio, nie mógł zatem go rozpoznać. W
kościele było wielu zakonników. W pewnym momencie zobaczył jednego, który
był najbliżej i spowiadał pewną kobietę. Zasłona ukrywająca księdza była
odsłonięta. Zakonnik patrzył w dół, a jego ręce były ukryte w rękawach
habitu. Kiedy podniósł rękę, by pobłogosławić kobietę, mężczyzna zobaczył,
że ten ksiądz nosił szczególne rękawiczki, które odsłaniały tylko place. W
tym momencie Ojciec Pio dostrzegł mężczyznę i popatrzył na niego przez kilka
sekund. Pod wpływem tego spojrzenia, ciało mężczyzny zaczęło się trząść, jak
przy nagłym porażeniu prądem. W kilka minut później Ojciec Pio zakończył
spowiedź i wyszedł z konfesjonału. Jeszcze tego samego dnia, po południu o
godz. 4 mężczyzna wraz z rodziną ponownie wrócił do kościoła. Syn wprowadził
go, kiedy Ojciec Pio spowiadał. Mężczyzna musiał chwilę poczekać na swoją
kolej. Kiedy zbliżył się do konfesjonału i zaczął mówić, Ojciec Pio przerwał
mu i sam przytoczył jego życie, powiedział o jego zachowaniach i trudnym
charakterze. Mężczyzna był pod całkowitym wpływem słów Zakonnika i
zapomniał o swojej nodze i problemach. Kiedy Ojciec Pio podniósł rękę do
błogosławieństwa, mężczyzna poczuł ten sam wstrząs, jaki czuł również parę
godzin wcześniej. Bez zwracania uwagi na chore kolano, uklęknął i przeżegnał
się. Później wstał, wziął kule w ręce i odszedł od konfesjonału bez
problemu. Jego żona zwróciła uwagę na odmienioną twarz męża. Powiedziała:
"Jaką masz piękną twarz". Zatrzymali się chwilę i pomodlili razem. Dopiero,
kiedy wychodzili z kościoła żona zauważyła w pełni co się stało,
powiedziała: "Józefie, ty chodzisz!" Mężczyzna się zatrzymał i zauważył, że
kule trzyma w rękach i nie musi się nimi podpierać. To była prawda, mógł
normalnie chodzić o własnych siłach i bez bólu, a jego syn powiedział: "Tatusiu...ty
nawet klęczałeś przed Ojcem Pio!". Mężczyzna mógł w pełni się poruszać bez
problemu i bólu. Zobaczył swoje nogi, z których poznikały rany. Widział
jedynie suche blizny. Był uzdrowiony. Zaczął bardzo płakać. Jego droga do
domu, była wyrazem głębokiej radości bowiem, gdziekolwiek się zatrzymał,
wszędzie opowiadał o swoim cudownym uzdrowieniu. Udał się również do
Szpitala Ortopedycznego w Sienie na wizytę. Lekarze byli wstrząśnięci. Nie
mogli uwierzyć, że człowiek ten tak dobrze funkcjonuje, i że zaczął
pracować. Ponadto, prześwietlenie wykazało, że kondycja nogi jest taka, jak
przed uzdrowieniem, czyli z medycznego punktu widzenia, nie mógłby dalej
chodzić. Włókniste zesztywnienie stawu dalej występowało i teoretycznie
mógłby mieć problemy z poruszaniem się, a jednak chodził zupełnie normalnie.
Jego przypadek był pokazywany na konferencji medycznej w Rzymie. Odwiedzali
go liczni naukowcy z całego świata. Każdy z nich był bardzo zdumiony i
zadziwiony tym, co widział.
|
|