Św. O. Pio
Urodził się 25 maja 1887 w Pietrelcinie, wiosce położonej kilka
kilometrów od Benevento w Kampanii. Jego ojciec, Grazio Forgione, znany
powszechnie jako "Razio" lub "Wuj Razio", dzierżawił kawałek ziemi i z tego
utrzymywal rodzinę.
Matka, Giuseppa De Nunzio była kobietą bardzo pobożną. Ojciec Pio został
ochrzczony w kościele Św. Anny, położonym w górnej części Pietrelciny, zwanej "Zamkiem".
Na chrzcie otrzymał imię Franciszek. Był piątym z ośmiorga dzieci, biorąc pod
uwagę także dwoje zmarłych w wieku niemowlęcym i jedno poronienie. Od wczesnych
lat pomagał rodzinie w ciężkiej pracy na roli, a przede wszystkim przy wypasie
owiec. Kiedy poczuł powołanie do życia zakonnego we wspólnocie ojców kapucynów,
jego ojciec z radością podjął się pokrycia kosztów studiów i wyemigrował w tym
celu do Ameryki.
Po ukończeniu piętnastu lat, Franciszek został przyjęty do nowicjatu w Morcone,
gdzie 22 stycznia 1903 r. przywdział habit świętego Franciszka, przyjmując imię
brat Pio.
22 stycznia 1904 r., ukończywszy rok nowicjatu, złożył śluby proste i rozpoczął
studia przygotowujące do kapłaństwa, które odbywały się w różnych klasztorach
prowincji zakonnej.
27 stycznia 1907 r. złożył śluby wieczyste, wiążąc się w ten sposób silniej z
zakonem.
Słabe zdrowie zmuszało go jednak do przeplatania życia zakonnego okresami
rekonwalescencji, spędzanymi w rodzinnej wiosce. Uważano go powszechnie za
gruźlika do tego stopnia, iż obawiano się, że nie dotrwa do kapłaństwa, a jeśli
nawet, to nie będzie w stanie żyć w surowej regule św. Franciszka. Silną wolą
Ojciec Pio przezwyciężył jednak wszystkie trudności i 10 sierpnia 1910 r.
otrzymał święcenia kapłańskie w katedrze w Benevento.
Jego zdrowie było nadal bardzo słabe, dlatego też - poza krótkimi okresami życia
klasztornego - przebywał z woli przełożonych w swej rodzinnej wiosce.
W miarę swoich sił pomagał w pracy duszpasterskiej tamtejszemu proboszczowi, Don
Salvatore Pannullo. Przełożeni z ojcowską troską obserwowali jego rozwój,
utrzymując z nim częstą korespondencję, która odsłoniła przed nimi silę ducha
tego bardzo młodego brata.
Powołanie do wojska w listopadzie 1915 r. przerwało okres pobytu Ojca Pio w
Pietrelcinie. Po ciągłych urlopach zdrowotnych, krótkich pobytach w rodzinnej
wiosce i dłuższych w rozmaitych klasztorach, między innymi w San Giovanni
Rotondo - w marcu 1918 r. zwolniono go w końcu z wojska z powodu obustronnego
odoskrzelowego zapalenia płuc.
Latem tego samego roku wrócił do San Giovanni Rotondo, by nigdy już stamtąd nie
wyjechać. 20 września 1918 r. obdarzony został zjawiskiem nadzwyczajnym -
stygmatami. Pojawiły się one już wcześniej, w roku 1910, w Piana Romana w
okolicy Pietrelciny,jednak dzięki jego modlitwom pozostały niewidoczne. Teraz
ukazały się znowu, tym razem już na stale, wywołując rozgłos. Wieść o świętości
zakonnika rozeszła się po całym świecie.
Przybywali do niego tłumnie ludzie z wielu krajów, a Kościół i nauka stanęły
wobec trudnego problemu. Pomimo tłumów, które go otaczały, ciekawości, polemik i
sporów, Ojciec Pio z pokorą, wytrwałością i posłuszeństwem spełniał swe
obowiązki duszpasterskie, zwłaszcza sprawowania Mszy św. oraz spowiadania
wiernych. Spowiedzi stały się tak liczne, że zmusiły Ojca Pio do prowadzenia
wyjątkowo męczącego trybu życia.
W ciągu kolejnych pięćdziesięciu lat w życiu Ojca Pio nie nastąpiły właściwie
żadne zmiany: Msza św., spowiedź, spotkania z wiernymi potrzebującymi jego
kierownictwa duchowego. Odwiedzały go w klasztorze znane osobistości: całe
rodziny królewskie, mężowie stanu, wysocy dostojnicy kościelni, ludzie kultury i
sztuki. Przybywały do niego tysiące ludzi wszelkich ras; wszystkim udzielał
zdecydowanych wskazań dotyczących życia duchowego, ucząc napomnieniem i
przykładem, że podstawą życia musi być modlitwa.
9 stycznia 1940 r. oznajmił o swoim wielkim projekcie, którego celem miała być
pomoc cierpiącym. Przy realizacji tego projektu korzystał z pomocy swoich
duchowych synów. Zbudowany ze skromnych, szczerych i spontanicznych darów,
ofiarowanych przez wiernych ze wszystkich kontynentów, Dom Ulgi w Cierpieniu
otworzył swe podwoje dla chorych w dniu 15 maja 1956 r., szybko zyskując
życzliwość ludności, a szczególnie mieszkańców Apulii.
W 1959 r. Ojciec Pio ciężko chorował przez cztery miesiące. Po wyzdrowieniu
rozpoczął na nowo życie modlitwy i kierownictwa duchowego.
Korzyści płynące z jego przykładu - z jego poświęcenia na rzecz dusz ludzkich -
były wprost niezliczone. Imponująca jest liczba osób, które zawdzięczają Ojcu
Pio duchową przemianę. Niezliczone są również korzyści materialne uzyskane
dzięki jego modlitwie.
Zmarł 23 września 1968 r. w wieku 81 lat, podczas wykonywania swoich codziennych
obowiązków. Jego nauka pozostaje jednak żywa.
Jezu, Maryjo i Józefie Święty, Wam oddaję duszę i ciało moje, bądźcie ze mną w
chwili konania!" - ostatnie słowa Ojca.
Stygmaty. W miesiąc po święceniach kapłańskich Ojcu Pio
przydarzyło się coś niezwykłego. Znajdował się w ogrodzie, modlił się i
medytował w cieniu wiązu, kiedy ukazali się mu Jezus i Maryja. Poczuł nagle
silne pieczenie na dłoniach rąk i zobaczył na nich Chrystusowe rany. Pobiegł do
proboszcza Pannullo i powiedział: "Wujku Tore, błagam, prośmy Chrystusa, by
uwolnił mnie od tych znaków. Pragnę cierpieć, umrzeć z cierpienia, ale żeby to
było w ukryciu". Znaki zniknęły.Zjawisko powtórzyło się za rok. Ojciec Pio tak
opisał swoje cierpienia: "W środku obu dłoni pojawiły się czerwone plamy o
wielkości centymetra. Towarzyszył temu silny i przenikliwy ból, dotkliwszy w
lewej ręce. Ból odczuwam także pod stopami". "Od czwartku aż do soboty, a także
we wtorek przeżyłem ogromne boleści. Serce, dłonie, stopy - jakby przeszyte
szpadą - tak straszliwego doznaję bólu". Ojciec Pio prosił Pana Boga w
modlitwie, aby znaki zniknęły. I tak się stało. Pozostały jednak niewidzialne.
20 września 1918 r. Ojciec Pio ponownie po ośmiu latach otrzymuje widzialne
znaki Chrystusowych ran - stygmaty. Tak je sam opisuje: "Siedziałem na chórze po
odprawieniu Mszy św., kiedy owładnęła mną jakaś ociężałość, podobna do snu.
Wszystkie moje wewnętrzne i zewnętrzne zmysły, a także dusza pogrążyły się w
nieopisanym ukojeniu. Kiedy trwałem w takim stanie, zobaczyłem obok tajemniczą
postać, podobną do tej, którą widziałem już 5 sierpnia, z tą różnicą, że ta
miała ręce, nogi i bok ociekające krwią. Widok ten przeraził mnie. Doznałem
uczuć, których nigdy nie zdołam opisać. Poczułem, że umieram i umarłbym, gdyby
Pan nie podtrzymał tłukącego się w piersiach serca. Kiedy tajemnicza postać
znikła, spostrzegłem, że moje dłonie, stopy i bok przebity ociekają krwią.
Proszę sobie wyobrazić mękę, jakiej wówczas doznałem i doznaję nieustannie
każdego dnia. Rana serca krwawi obficie, zwłaszcza od wieczora w piątek do
soboty rano".
Spowiednik-Ojciec Pio poświęcił się bez reszty konfesjonałowi.
Spowiadał przez 52 lata. Nie był ani wybitnym kaznodzieją, ani znanym
wychowawcą, ale mistrzem ludzkich sumień. Wielu mówiło, że każdego "widzi od
środka". By wyspowiadać się, pielgrzymi z najdalszych zakątków świata czekali
nawet dwa tygodnie. Wokół klasztoru rozbijali namioty albo spali pod gołym
niebem. Otrzymywali numerki imienne i czekali na swoją kolej. Porządku pilnowali
dyżurni. Dokładnie nie wiadomo, ilu ludzi wyspowiadał Ojciec Pio. Zanotowano, że
w 1943 roku w ciągu dwóch miesięcy ponad 3000 osób odwiedziło San Giovanni
Rotondo. Chętnych do spowiedzi zgłaszało się tak wielu, że porządkowi odsyłali
ich do innych spowiedników.
Oprócz nadzwyczajnych znaków, które nosił na swoim ciele, Ojciec Pio posiadał
zdolność widzenia wnętrza duszy człowieka dzięki natchnieniom Boga. Ta zdolność
objawiała się zwykle podczas spowiedzi. Często przypominał penitentom grzechy,
których nie wyznali. Jeśli przeoczenie było niezamierzone i chodziło o grzechy
powszednie, wszystko kończyło się dobrze. Jeśli natomiast ktoś celowo próbował
ukryć swoje grzechy i jeśli chodziło o grzechy ciężkie, wówczas upomnienia Ojca
Pio były gwałtowne, czasem przykre i niejednokrotnie zdarzało się, że taką osobę
z hukiem odsyłał od konfesjonału.
Ale również poza spowiedzią Ojciec Pio posiadał zdolność wewnętrznego
rozeznania. Zdarzało się, że upominał na głos człowieka z tłumu albo cofał swoją
rękę od kogoś, kto chciał ją ucałować, albo też pomijał osobę przy udzielaniu
Komunii świętej. Zawsze była tego przyczyna, o czym wiedziała tylko osoba
dotknięta. Relacje ludzi, których wyspowiadał Ojciec Pio są bardzo podobne: był
surowy i wymagający, a jednocześnie kochający jak prawdziwy ojciec. Jego
konfesjonał był "katedrą miłosierdzia".
Prawdziwa ofiara:
"Świat mógłby istnieć bez słońca, lecz nie mógłby istnieć bez Mszy św." -
powiedział kiedyś Ojciec Pio.
"Gdy jestem z Jezusem utajonym w Najświętszym Sakramencie, bardzo mocno bije
moje serce. Czasem wydaje mi się, że moje serce wyskoczy mi z piersi. Będąc przy
ołtarzu, odczuwam niekiedy, że ogarnia mnie ogień i wprost nie potrafię tego
opisać. I wydaje mi się, że z determinacją idę do tego ognia".
Codzienna Eucharystia sprawowana przez 58 lat była sensem jego życia. Wstawał w
środku nocy, aby się do niej przygotować. Po jej zakończeniu długi czas spędzał
na modlitwie dziękczynnej. Nie było w kościele człowieka, który patrzyłby
obojętnie na to, co działo się przy ołtarzu. Wielu kapłanów wyznało, że dopiero
w San Giovanni Rotondo zrozumieli, czym jest Najświętsza Ofiara. Msza święta
sprawowana przez ojca Pio trwała zazwyczaj ponad dwie godziny. Ludzie w napięciu
śledzili każdy gest kapłana nie odczuwając upływającego czasu. Kapłan poruszał
się powoli, jakby przygniatał go niewidzialny ciężar. Widać było, że cierpi. To
nie było zwykłe sprawowanie obrzędu, lecz prawdziwa Ofiara. Wszyscy, którzy w
niej uczestniczyli mieli wrażenie, jakby naprawdę szli na Golgotę i stali u stóp
krzyża. Na czole Ojca Pio pojawiały się kropelki potu, z oczu płynęły łzy.
Najtrudniejszy był moment Przeistoczenia. Zdarzało się, że przejmująca ciszę
przerywał nagły szloch lub głośne wyznanie odzyskanej wiary. Widok przebitych
dłoni unoszących Hostię wzruszał wszystkich. Kto choć raz uczestniczył we Mszy
św. odprawianej przez Ojca Pio, nigdy tego nie zapomni.
Ostatnią Mszę św. Ojciec Pio odprawił w przeddzień śmierci, 22 września 1968
roku.
Zwyczajne cuda Ojca Pio
Zapach kwiatu pomarańczy
Krew pochodząca ze stygmatów Ojca Pio wydzielała nieopisanie przyjemną woń.
Właśnie dlatego pewien lekarz badający stygmaty Ojca Pio lubił trzymać w
szufladzie swojego biurka opatrunek, który pochodził z rany stygmatyka. Nie
byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż lekarz ten od urodzenia
pozbawiony był zmysłu węchu. Nie wszyscy przebywający w jego gabinecie cokolwiek
czuli, wielu jednak pytało: "Skąd pochodzi ten osobliwy zapach".
Również dr Sala, lekarz obecny przy śmierci Ojca Pio, dał świadectwo obecności
tej miłej woni. "Kiedy ubierałem Ojca Pio w habit, który nosił przed śmiercią,
nagle ogarnął mnie ten sam bardzo mocny zapach, jaki czułem tak wiele razy
podczas moich prawie codziennych spotkań z bratem z Pietrelciny ". Przyjemny
zapach świętości nie jest zjawiskiem całkiem nowym i dotyczącym tylko Ojca Pio.
Również inni święci - choćby św. Teresa od Dzieciątka Jezus - posiadali łaskę
roztaczania wokół siebie miłych woni.
Wypadku nie było
Pewna kobieta z San Giovanni Rotondo szła w lesie do tyłu zbierając jadalne
kasztany.
Nagle poczuła niezwykły i bardzo miły zapach. Zatrzymała się i wtedy
spostrzegła, że wystarczyłby jeszcze jeden jej krok do tyłu, a znalazłaby się na
dnie głębokiego urwiska! Kiedy wróciła do miasteczka, spotkała Ojca Pio, który
grzecznie ją napomniał: "Następnym razem patrz, gdzie stawiasz nogi!".
Bez słów
W 1910 roku Ojciec Pio przebywał w swojej rodzinnej Pietrelcinie. Dla proboszcza
don Salvatore wiązał się z tym pewien kłopot. Niektórzy parafianie skarżyli się
mianowicie, że Msze św. odprawiane przez Ojca Pio trwają zbyt długo. Don
Salvatore był zmuszony siadać w głębi kościoła i czuwać. Kiedy Ojciec Pio wpadał
w uniesienie i przeciągał którąś z modlitw, proboszcz przekazywał mu w myślach
nakaz, aby kontynuował Mszę... i Ojciec Pio okazywał posłuszeństwo.
Niewidoma dziewczynka odzyskuje wzrok!
Gemma Di Giorgi urodziła się niewidoma. Nie posiadała źrenic. Lekarze nie dawali
żadnej nadziei, by kiedykolwiek mogła odzyskać wzrok. A jednak.18 czerwca 1947
roku, w dniu swojej Pierwszej Komunii, którą przyjmowała z rąk o. Pio... zaczęła
widzieć!
Dziewczynkę zaprowadzono do słynnego okulisty, który musiał przyznać - choć z
medycznego punktu widzenia było to nieprawdopodobne, bo oczom dziewczynki nadal
brakowało źrenic - że dziecko rzeczywiście widzi!
Cudowny powrót do zdrowia
Pewna 24 letnia kobieta, Józefina M., w następstwie wypadku utraciła władzę w
prawej ręce. Pomimo wysiłków i wielu' operacji lekarze musieli skapitulować. Nie
zrobił tego jednak ojciec młodej kobiety, który postanowił zabrać córkę do San
Giovanni Rotondo. Ojciec Pio przyjął ich i obiecał uzdrowienie. Trzy miesiące
później, w rocznicę otrzymania stygmatów przez św. Franciszka - w mieszkaniu
rodziców Józefiny rozszedł się miły zapach. Ku zdziwieniu wszystkich utrzymywał
się przez kwadrans. Przyczyna tego niezwykłego zjawiska stała się jasna dopiero,
gdy okazało się, że ręka córki jest zdrowa. Ojciec Pio dotrzymał obietnicy!
Nie, generale! Czasem Ojciec Pio stawał się dziwnie "nieobecny". Kto go dobrze
znał, nie niepokoił, się tym faktem. Wiedziano, że zakonnik obok innych
zdumiewających darów posiadał i ten - bilokacji - mógł mianowicie przemieszczać
się na odległość i przebywać w dwóch miejscach jednocześnie.
Tę zdolność wykorzystał, by uratować od grzechu i śmierci włoskiego generała
Cardone. Po przegranej bitwie ten nieszczęśliwy człowiek postanowił popełnić
samobójstwo. Wszedł do namiotu i zabronił komukolwiek tam wchodzić. Zdumiał się
bardzo, gdy nagle ujrzał przed sobą kapucyna, który zwrócii się do niego
słowami: "Nie zrobi pan tego, generale!". Oszołomiony wyskoczył z namiotu i
wezwał wartownika: "Dlaczego pozwoliłeś wejść temu kapucynowi" Żołnierz
zdecydowanie stwierdził, że nikt do namiotu nie wchodził.
Po wojnie, kiedy Ojciec Pio stał się sławny, generał dowiedział się, kto go
uratował. Postanowił udać się po cywilnemu do San Giovanni Rotondo. Kiedy
znalazł się w pobliżu o. Pio, ten rozpoznał go odrazu i przesłał mu
porozumiewawczy uśmiech!
Kalendarium życia:
25 V 1887 - Grazio i Giuseppie - małżonkom Forgione z
Pietrelciny rodzi się drugi syn, któremu nazajutrz na chrzcie św. nadają imię
Francesco
1897 - 10-1etni Francesco Forgione przyjmuje w swej rodzinnej parafii I
Komunię św.
1899 - 12-1etni Francesco przystępuje do sakramentu bierzmowania
6 I 1903 - Opuszcza dom rodzinny i wstępuje do nowicjatu kapucynów w
pobliskim Morcone.
22 I 1903 - Po odprawieniu rekolekcji przyjmuje kapucyński habit oraz
imię zakonne brata Pio (Piusa) z Pietrelciny.
22 I 1904 - Brat Pio, wyróżniający się zdyscyplinowaniem i
posłuszeństwem, po ukończeniu nowicjatu składa pierwsze śluby zakonne.
25 I 1904 - Udaje się do zakonnego seminarium w San Elia a Pianisi, by
studiować filozofię, a potem do Montefusco gdzie studiuje teologię.
27 I 1907 - Brat Pio składa śluby wieczyste.
19 XII 1908 - Otrzymuje niższe święcenia kapłańskie.
18 VII 1909 - Otrzymuje święcenia diakonatu.
10 VIII 1910 - Zostaje wyświęcony na kapłana w katedrze w Benevento.
1911 - 1916 - Ojciec Pio ze względu na zły stan zdrowia zostaje wysłany
na kurację do rodzinnej Pietrelciny.
1915 - 1918 - Kilkakrotnie, w czasie wojny światowej, powoływany do
służby wojskowej i zwalniany z uwagi na zły stan zdrowia.
28 VII 1916 - Przybywa do San Giovanni Rotondo, gdzie pełni obowiązki
kierownika duchowego chłopców przygotowujących się do stanu zakonnego.
20 IX 1918 - Klęcząc przed wizerunkiem Ukrzyżowanego w kościele Matki
Bożej Łaskawej w San Giovanni Rotondo O. Pio otrzymuje stygmaty - pięć ran
Chrystusowych.
1919 - Pierwsze medyczne badania niezwykłych ran stygmatyzowanego
zakonnika. Rozpoczynaja się, trwające pół wieku, odwiedziny dostojników
kościelnych, dziennikarzy, zakonników, pobożnych pielgrzymów, ludzi
niewierzących, pragnących zobaczyć O. Pio i przekonać się osobiście o surowej
świętości życia tego zakonnika.
17 VI 1923 - Kongregacja Świętego Oficjum, zajmująca się czystością wiary
i obyczajów postanawia nałożyć pewne ograniczenie na kontakty O. Pio "ze
światem", by uniknąć niezdrowego rozgłosu wokół jego osoby i czynów. Nakazano
mu, między innymi, by Mszę św. odprawiał "prywatnie" o różnych porach; by nie
udzielał błogosławieństw wiernym; by nie godził się na pokazywanie stygmatów ani
ich całowanie, by nie odpisywał na żadne listy ani sam, ani przez inne osoby.
26 VI 1923 - wskutek żądań wzburzonej ludności Foggii i okolic władze
zakonne postanowiły, że O. Pio będzie nadal jak dotychczas odprawiać Mszę św. w
kościele.
3 I 1929 - W San Giovanni Rotondo umiera bawiąca w odwiedzinach u syna
matka O. Pio, Giuseppa Forgione.
9 VI 1931 - Pismo wydane przez Św. Oficjum pozbawia O. Pio prawa do
sprawowania wszystkich funkcji kapłańskich z wyjątkiem odprawiania Mszy św. i to
bez uczestnictwa innych osób.
l5 VII 1933 - Po licznych wizytacjach dostojników kościelnych, którzy
wyjeżdżali z klasztoru San Giovanni Rotondo pod wrażeniem przepojonego modlitwą,
cierp pieniem i posłuszeństwem życia 0. Pio, otrzymał on zezwolenie na
odprawianie Mszy św. w kościele i spowiadanie wiernych.
9 I 1940 - O. Pio inicjuje budowę szpitala, który sam nazwał Domem Ulgi w
Cierpieniu.
1950- Powstają utworzone przez O. Pio pierwsze "Grupy Modlitwy", czyli
pobożne zrzeszenia wiernych, modlących się wraz ze Stygmatykiem z San Giovanni
Rotondo w intencjach Kościoła.
5 V l956 - Uroczyste otwarcie nowoczesnego szpitala. "Powstało nowe
dzieło, powiedział O. Pio, które stworzyła Boża Opatrzność posługując się
ludźmi. Powstało nowe dzieło, owoc ofiar i wyrzeczeń, które przyczyni się do
pomnożenia chwały Bożej i przyniesie ulgę cierpiącym".
1959 - O.Pio zostaje sam uzdrowiony w sposób trudny do wyjaśnienia przez
medycynę.
1966 - Coraz bardziej pogarszający się stan zdrowia sprawia, że O. Pio
otrzymuje zezwolenie na odprawianie Mszy św. "na siedząco". W tym też roku
przybywają licznie goście, by uczcić 50 rocznicę pobytu O. Pio w San Giovanni
Rotondo.
1967 - Ani podeszły wiek (O. Pio ukończył 80 lat), ani cierpienia
związane z ciągle otwartymi ranami na dłoniach, stopach i w boku nie przerywają
jego posługiwania w konfesjonale. Obliczono, że tylko w ciągu jednego roku
wyspowiadał ok. 10 tys. mężczyzn i ok. 15 tys. kobiet.
1968 - Stolica Apostolska uznaje "Grupy Modlitwy" za zrzeszenia
religijne.
20 IX 1968 - 50 rocznica stygmatyzacji. W tym dniu O. Pio, jak zwykle.
odprawił cichą Mszę św. o godz. 5 rano.
22 IX 1968 - O. Pio odprawia ostatnią w życiu Mszę św. dla
przedstawicieli "Grup Modlitwy" zebranych w San Giovanni Rotondo z okazji
50-1ecia stygmatyzacji ich Założyciela.
23 IX 1968 - O godz.2.30 rano O. Pio umiera.
Tuż przed śmiercią zaczęły goić się stygmaty, a zdjęcia zrobione tuż po skonaniu
ukazują gładką skórę w miejscach, z których przez pół wieku sączyła się krew.
Modlitwa o łaski za przyczyną Św. O.
Pio
O Jezu, pełen łaski i miłosierdzia, Ty dla zbawienia dusz ludzkich
podjąłeś mękę i umarłeś na krzyżu, aby wyjednać przebaczenie grzechów; pokornie
błagam Cię: za przyczyną św. Ojca Pio, kapłana i stygmatyka, który wielkodusznie
Ci służył, poświęcał swe życie i cierpiał dla ratowania grzeszników, udziel mi
przebaczenia moich win i łaski...
Dla większej chwały Twojej racz go wsławić chwałą świętości i przyciągnij
wszystkich ludzi do swego miłującego Serca. Który żyjesz i królujesz na wieki
wieków. Amen.
Jest
bardzo trudno zdefiniowac słowo „cud”. Cudami można nazwać wydarzenia
nadprzyrodzone, wydarzenia nie z tej ziemi. Cudami także nazywamy fenomen
kiedy serce idzie za wewnętrzną siłą: wolą Boga!
Życie Ojca Pio było pełne cudów, ale tylko cudów niebiańskich. Dlatego
Ojciec Pio zachęcał ludzi aby dziękowali Bogu który jest jedynym źródłem
cudów.
|
Pierwszy zanotowany cud Ojca Pio wydarzył się w roku 1908. Mieszkał w
tym czasie w klasztorze Montefusco. Jednego dnia Ojciec Pio zebrał w
pobliskim lesie kasztany do torby i wysłał w prezencie do Pietrelcina
do jego cioci Darii. Kobieta otrzymała kasztany, zjadła je, a torbę
zatrzymała na pamiątkę. Kilka dni później szukała czegoś w szufladzie
gdzie jej mąż zwykle trzymał proch do pistoletu. Był wieczór więc
oświetlała sobie pokój świeczką. Nagle szuflada zapaliła się od
świeczki, a od niej ciocia Daria. Szybko złapała torbę którą przesłał
jej Ojciec Pio i przyłożyła do twarzy. Momentalnie, ból zniknął, a
żadnych ran, blizn i poparzeń nie pozostało na jej twarzy. |
|
Podczas drugiej wojny światowej, we Włoszech, racjonowano chleb. W
Ojca Pio klasztorze bywało dużo gości oraz biednych którzy żebrali o
jedzenie. Jednego dnia zakonnicy poszli do refektarza i zauważyli że
w koszyku był tylko 1 kilogram chleba. Bracia pomodlili sie i siedli
żeby sie posilic. Ojciec Pio wszedł do kościoła, a wychodząc po
chwili, niósł kilka bochenków chleba w rękach. Przełożony zapytal
Ojca Pio: „Skąd wziąłeś te bochenki” Ojciec Pio odpowiedział:
„Pielgrzym przy drzwiach mi je dał.” Wszyscy milczeli, ale każdy
wiedział że tylko Ojciec Pio mógł spotkać takiego pielgrzyma. |
|
Raz w klasztorze Ojca Pio, zakonnik zapomniał konsekrować
wystarczająco Hostii na Komunię Świętą. Z tego też powodu była ich
mała ilość do rozdania. Ale gdy po spowiedzi Ojciec Pio udzielał
Komunii, dużo więcej Hostii pozostało niż było konsekrowanych. |
|
Duchowna córka Ojca Pio czytała jego list przy drodze. Wiatr powiał i
wyrwał jej list z rąk. List leciał i leciał w dół drogi, przez łąkę aż
wreszcie opadł na kamieniu. W ten sposób kobieta odzyskała list.
Dzień później, spotkała Ojca Pio który jej rzekł, „Musisz uważac na
wiatr następnym razem. Gdybym nie przytrzymał listu moją nogą,
odleciałby daleko w dolinę.” |
|
Pani Cleonice, córka kościoła Ojca Pio, opowiadała: „Podczas drugiej
wojny światowej mój siostrzeniec trafił do niewoli. Nie mieliśmy
żadnych wieści o nim przez rok i zaczęliśmy obawiać się, że nie żyje.
Jednego dnia matka tego chłopca wybrała się do Ojca
|
|
Podczas drugiej wojny światowej syn pani Luizy służył w brytyjskiej
marynarce wojennej w randze oficera. Modliła się ona wtedy za niego,
za przyjęcie przez niego Wiary i za jego Zbawienie. Pewnego dnia
angielski pielgrzym zawitał do Rotundy San Giovanni niosąc ze sobą
angielskie gazety. Luiza chciała je przeczytać. Znalazła fragment
artykułu o zatopieniu statku, na którym służył jej syn. Natychmiast
pobiegła z płaczem do Ojca Pio, który pocieszając ją, mówił: „Któż Ci
powiedział, że Twój syn nie żyje” Istotnie, Ojciec Pio podał jej
dokładną nazwę i adres hotelu, w którym zatrzymał się ów oficer po
ocaleniu się z wraku na Atlantyku. Czekał on tam na zlecenie nowego
zadania. Luiza nie zwlekając wysłała do syna list i po około dwóch
tygodniach dostała od niego odpowiedź. Żył i był zdrowy. |
|
Pewna kobieta w Rotundzie San Giovanni była takim dobrym człowiekiem,
że Ojciec Pio twierdził, iż niemożliwością byłoby znaleźć najmniejszą
skazę w jej duszy, wymagającą wybaczenia. Innymi słowy, całe jej
życie prostą drogą prowadziło do nieba. Pod koniec Wielkiego Postu
Paolina poważnie zachorowała. Wszyscy wzywani doktorzy zgodnie
twierdzili, że jej stan jest beznadziejny. Jej mąż i ich pięcioro
dzieci udali się do klasztoru aby modlić się z Ojcem Pio i prosić go o
pomoc. Dwoje z dzieci chwyciło jego sutannę i wtulając w nią twarze,
płakało. Ojciec Pio rozgniewał się trochę ale zaraz starał się je
pocieszyć. Obiecał, że będzie modlić się za nich, ale to wszystko, co
może dla nich zrobić! Po czasie, na początku Siódmej Godziny,
zachowanie |
|
Pewna kobieta powiedziała: „Moja pierworodna córka, która urodziła się
w 1953. roku, została uratowana przez Ojca Pio kiedy miała osiemnaście
miesięcy. Rankiem 6. stycznia 1955. roku mój mąż i ja byliśmy w
kościele na mszy świętej, a nasza córka była w domu z dziadkiem.
Nastapił wypadek: wpadła do wanny pełnej wrzątku. Została poparzona
na brzuchu i plecach. Po godzinie przyszedł lekarz, obejrzał ją i
kazał zabrać do szpitala, gdyż mogła umrzeć od ran poparzeniowych. Z
tego powodu nie dał nam żadnych lekarstw. Po wyjściu doktora zaczęłam
modlić się o pomoc Ojca Pio. Było już prawie południe. Kiedy
przygotowywałam się do pójścia do szpitala, moja córeczka, która była
sama w swojej sypialni zawołała: „Mamusiu, nie mam już oparzeń!” „Kto
uleczył Twoje rany” spytałam ją z wielkim zdumieniem, a ona
odpowiedziała: „Ojciec Pio przyszedł. Zasklepił moje rany kładąc swą
rękę na poparzeniach.” Istotnie, nie było nawet śladu na ciele mojej
córeczki, mimo że lekarz dopiero co powiedział mi, że umrze. |
|
Wieśniacy Rotundy San Giovanni z czułością wspominają to następujące
zdarzenie. Wiosną drzewa migdałowe zakwitły i obiecywały obfite
plony. Lecz niestety pojawiły się miliony żarłocznych gąsiennic i
pożarły liście i kwiaty. Nie oszczędziły nawet skorup. Po dwóch
dniach nieudanych prób opanowania inwazji, wieśniacy dla których
chodowla migdałów była jedynym źródłem utrzymania zdecydowali się
porozmawiać o tym problemie z Ojcem Pio. Ojciec Pio popatrzył na
drzewa z okien swojego klasztoru i zdecydował się je pobłogosławić.
Nałożył swięte szaty i począł się modlić. Kiedy skończył, wziął wodę
święconą i uczynił w powietrzu znak Krzyża Świętego w stronę drzew.
Następnego dnia gąsiennice znikły ale drzewa wyglądały jak zeschnięte
badyle. To była istna katastrofa – całe plony zostały zmarnowane. To
co wydarzyło się pózniej było niewiarygodne. Mieliśmy obfite plony,
plony, jakich nigdy przedtem nie widzieliśmy, lecz jak to jest
możliwe, żeby drzewa zaowocowały bez kwiatów Jak można otrzymać
owoce z drzew wyglądających jak zeschnięte badyle Naukowcy nigdy nie
znaleźli odpowiedzi na ten fenomen. |
|
W ogrodzie klasztornym rosły cyprysowe, owocowe i iglaste drzewa. W
letnie popołudnia Ojciec Pio zasiadywał w ich cieniu ze swymi goścmi i
przyjaciółmi aby schronić się przed skwarem słońca. Pewnego razu,
kiedy Ojciec Pio rozmawiał z dużą grupą ludzi, całe mnóstwo ptaków
zaczęło ćwierkać i hałasować w cieniu drzew. Ptaki te skomponowały
symfonię. Ojciec Pio zniecierpliwiony symfonią zadarł głowę i
powiedział: „Cisza!” W tym momencie zamarł hałas ptaków, świerszczy i
cykad. Ludzie obecni przy nim byli wielce oszołomieni. Ojciec Pio
przemówił do ptaków jak Święty Franciszek. |
|
Pewien mężczyzna powiedział: „Moja matka pochodzi z Foggi i była jedną
z pierwszych córek kościoła Ojca Pio. Poprosiła aby Ojciec Pio
nawrócił i chronił mojego ojca. W kwietniu 1945. roku mój ojciec
został skazany na karę śmierci, która miała być wykonana przez pluton
egzekucyjny. Był przed plutonem kiedy nagle ujrzał Ojca Pio, który
zjawił się, żeby go ocalić. Dowądzący plutonem wydał rozkaz oddania
ognia ale żaden z karabinów wymierzonych w mojego ojca nie
wystrzelił. Siedmiu żolnierzy i ich dowódca z niedowierzaniem
sprawdzili swą broń lecz nie znaleźli w niej żadnych usterek. Pluton
znów wymierzył w mojego ojca i próbował oddać strzały po raz drugi
lecz i tym razem karabiny nie wystrzeliły. To tajemnicze i
niewytłumaczalne zajście przerwało egzekucję. Pózniej mój ojciec
otrzymał ułaskawienie od kary smierci za zasługi w wojnie, za które
otrzymał medal i gdzie również został kaleką. Po powrocie do domu
przeszedł na wiarę katolicką, otrzymał sakrament w Rotundzie San
Giovanni i poszedł złożyć dzięki Ojcu Pio. Dzięki temu spełnił się
upragniony przez moją matkę cód, o który zawsze prosiła Ojca Pio:
nawrócenie jej męża.” |
|
Ojciec Onorato opowiadał: „Przyjechaliśmy razem z moim kolegą
motocyklem do Rotundy San Giovanni. Dotarliśmy do klasztoru tuż przed
południem. Po oddaniu hołdu przełożonemu udałem się do sali jadalnej
aby spotkać się z Ojcem Pio i pocałować jego rękę. Muszę zauważyc, że
mój motor był marki „Osa”, Ojciec Pio spytał się mnie więc: „Synu, czy
‘osa’ Cię nie ukąsiła” Byłem tym zdziwiony, ponieważ Ojciec Pio nie
widział mnie kiedy zajechałem, ale skąds wiedział jakiego środku
transportu użyłem aby się tu dostać. Następnego ranka opuściliśmy
Rotunde na mojej „Osie” udając się w stronę St. Michel, małego
miasteczka położonego nieopodal. Kończyła się benzyna więc
postanowiliśmy napełnić bak w Monte St. Angelo. Jednakże tuż po
wjeździe do miasteczka okazało się, że mamy pecha, gdyż wszystkie
stacje były zamknięte. Zdecydowaliśmy się więc wrócić do Rotundy San
Giovanni z nadzieją, że spotkamy po drodze kogoś, od kogo będziemy
mogli dostać paliwo. Martwiłem się moimi braćmi w klasztorze; byłoby
niewdzięcznością nie wrócić na czas południowego posiłku, gdyż
wiedziałem, ze mnie oczekują. Nagle silnik zaczął hałasować z powodu
niedostatku benzyny i po kilku metrach motor stanął. Po sprawdzeniu
baku okazało się, że jest pusty. Ze smutkiem przypomniałem mojemu
koledze, że zostało nam już tylko dziesięć minut, żeby zdążyć na
wspólny posiłek z naszymi braćmi. Nie byliśmy w stanie znaleźć
żadnego rozwiązania i wtedy moj kolega z frustracją pchnął nogą korbę
od rozrusznika. To było nie do uwierzenia. Motor nagle zaczął
działać. Natychmiast ruszyliśmy w stronę Rotundy San Giovanni nie
zadając sobie pytania jak to było możliwe, że uruchomiliśmy motocykl
bez paliwa. Kiedy dojechaliśmy na środek placu motor znów przestał
działać, tak samo nagle, jak zaczął. Sprawdziliśmy bak i okazało się,
że był tak samo pusty jak przedtem. Równie wielkie zdumienie ogarnęło
nas, kiedy spojrzeliśmy na zegarki: było dziesięć minut przed czasem
posiłku. To oznaczało, ze przejechaliśmy piętnaście kilometrów w pięć
minut: średnio 180 kilometrów na godzinę. Bez benzyny! Wszedłem do
klasztoru akurat wtedy, kiedy moi bracia schodzili na posiłek; a kiedy
poszedłem zobaczyć się z Ojcem Pio, on tylko mi sie przyglądał i
uśmiechał. |
|
Był maj 1925. roku. Maria miała małe dziecko, które było chore od
urodzenia. W związku z tym Maria była bardzo zatroskana o los swojego
dziecka. Po wizycie lekarskiej powiedziano jej, że jej dziecko ma
bardzo skomplikowaną chorobę. Nie było dla niej żadnej nadziei,
żadnych szans na wyzdrowienie. Wtedy Maria zdecydowała się pojechać
pociągiem do Rotundy San Giovanni. Mimo że mieszkała w maleńkiej
miejscowości na południu Puglii (biedny rejon południowych Włoch),
dotarły do niej opowieści o Ojcu Pio, o zakonniku, który był znamienny
jak Jezus, czynił cuda, uzdrawiał chorych i dawał nadzieję
zdesperowanym. Natychmiast wyjechała w stronę Rotundy, lecz po drodze
dziecko zmarło. Czuwała przy nim całą noc a potem położyła do kufra i
zamknęła wieko. Następnego dnia dotarła do Rotundy San Giovanni. Nie
miała nadziei lecz nie utraciła wiary. Tego wieczora poznała Ojca Pio.
Czekała w kolejce do konfesjonału i niosła na rękach kufer, gdzie
znajdowało sie ciało jej synka, który zmarł dwadzieścia cztery godziny
wcześniej. Kiedy stanęła przed Ojcem Pio, uklękła, zapłakała i
błagała o pomoc. On przypatrywał się jej uważnie i wtedy ona uchyliła
wieko i pokazała Ojcu zwłoki dziecka. Ojciec Pio, do głębi serca
poruszony jej żalem, wziął maleńkie ciałko jej synka i położył na jego
czole swą dloń. Modlił się, zadzierając głowę do Nieba. Nagle
dziecko ożyło. Zaczęło ruszać rączkami, nóżkami i wyglądało tak,
jakby dopiero co przebudziło się z długiego snu. Zwracając się do
matki, Ojciec Pio rzekł: „Matko, czemu płaczesz Twój syn spał!”
Okrzyki radości matki i zebranych wypełniły cały kościół i wydarzenia
tego dnia i cudu, jaki uczynił Ojciec Pio były na ustach wszystkich. |
|
Tego wieczora inżynier pozostał długo w klasztorze i kiedy zdecydował
się wyjść zobaczył, że pada deszcz. Zwrócił się do Ojca Pio: “Nie mam
parasola. Czy mogę zostać tutaj do rana Bo jeśli nie to zmoknę na
deszczu.” “Przykro mi przyjacielu, to jest niemożliwe. Ale nie martw
się. Dotrzymam tobie towarzystwa.” Odpowiedział Ojciec Pio. Ale
inżynier pomyślał, że byłoby lepiej dla Ojca Pio gdyby nie odbywał tej
pokuty. Pomyślał tak pomimo, że byłoby bardziej bezpiecznie iść w jego
towarzystwie. Inżynier włożył na głowę kapelusz i zaczął iść 3
kilometry dzielące klasztor od miasta. W momencie, gdy wyszedł
zauważył ze zdziwieniem, że przestało padać.Kiedy dotarł do domu w
którym gościł jeszcze trochę siąpiło. “Mój Boże!” wykrzyknęła kobieta,
która otworzyła mu drzwi “Musisz być zupełnie przemoczony!” “Wcale
nie.” Odparł inżynier “Przecież nie pada.” W tym momencie chłopi,
którzy go gościli popatrzyli na siebie ze zdziwieniem. “Co ty mówisz
Przestało padać. Leje deszcz. Posłuchaj!” Otworzyli drzwi, na zewnątrz
padał gęsty deszcz. Powiedzieli mu, że deszcz padało bez przerwy przez
godzinę. “Jak tobie się udało dojść tutaj i nie zmoknąć” zapytali.
Inżynier powiedział: “Ojciec Pio powiedział mi, że będzie mi
towarzyszył.” Wtedy chłopi uświadomili sobie, że Ojciec Pio sprawił
cud i powiedzieli mu o tym. “No to wszystko jest jasne, jeśli Ojciec
Pio tak tobie powiedział.” Po wyjaśnieniu zdarzenia poszli do kuchni
zjeść obiad i wtedy kobieta powiedziała: “Towarzystwo Ojca Pio jest z
pewnością lepsze niż parasol”. |
|
Człowiek z Ascoli Piceno (miasto we Włoszech) powiedział: “Pod koniec
lat 50-tych pojechałem wraz z moją żoną do Saint Giovanni Rotondo,
żeby pójść do spowiedzi, otrzymałem rozgrzeszenie, pokutę i poradę od
Ojca Pio. Wieczorem byłem stale na terenie klasztoru, kiedy Ojciec Pio
zobaczył mnie ponownie i zapytał: “Ciągle tu jesteś”
“Tak. Moja ”Mała Myszka” nie zapaliła!” powiedziałem -
“Co to jest “Mała Myszka”” zapytał Ojcec Pio - “To mój samochód.
Nzywam go “Mała Myszka”. Odpowiedziałem - “Chodźmy to zobaczyć.”
Powiedział Ojciec Pio. Powiedział mi, żebym ruszył w drogę co
uczyniłem bez kłopotu. Jechaliśmy całą noc i przez następny ranek. Po
przybyciu na miejsce odwiozłem samochód do warsztatu do przeglądu.
Mechanik powiedział mi, że samochód miał nie działającą instalację
elektryczną. Nie mógł uwierzyć, kiedy powiedziałem mu, że jechałem tym
samochodem przez całą noc. W rzycczywistości przejechanie 300
kilometrów dzielących San Giovanni Rotondo i Ascoli Picena w takim
samochodzie było niemożliwe. Zrozumiałem, że Ojciec Pio pomógł wrócić
do domu i w myślach podziękowałem mu za to. |
|
Mąż jednej kobiety był bardzo chory. Kobieta udała się do klasztoru,
ale nie wiedziała jak dotrzeć do Ojca Pio. Żeby się wyspowiadać przed
nim musiała czekać aż trzy dni. Chcąc zwrócić na siebie uwagę wstała w
czasie mszy i przeszła z jednej strony kościoła na drugą. W końcu
zdecydowała się w modlitwie opowiedzieć o swoim problemie Maryi i
prosić o pomoc Ojca Pio. Po mszy zaczęła ponownie iść przez kościół,
żeby spotkać Ojca Pio. W końcu doszła do słynnego korytarza przez
który zawsze przechodził Ojceic Pio. Jak tylko Ojciec Pio ją zauważył
powiedział: “Kobieto małej wiary, kiedy w końcu poprosisz mnie o
pomoc Czy uważasz, że jestem głuchy Pięć razy już opowiedziałaś mi o
swoim kłopocie, kiedy stałaś przy mnie. Ja rozumiem! Ja rozumiem! …Idź
do domu. Wszystko jest dobrze.” Poszła do domu i zobaczyła, że jej
mąż wyzdrowiał. |
|